Bomba wybuchła! W końcu powiało optymizmem, wszyscy chodzą uśmiechnięci!

fot. Pixabay

Na zewnątrz wieje, pada, szybko robi się ciemno. A w Hiszpanii wciąż ciepło, przyjemnie, a wieczory długie. Mimo to w Polskę uderzył hiszpański optymizm. Powód? Wybory! – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Wiecie, że jestem fanką hiszpańskiego uśmiechu i luzackiego podejścia, ale gdybym wiedziała, że tak wybory wyglądają w Polsce, to zwiozłabym tu moich hiszpańskich znajomych tysiącami i rzekła: „Patrzcie! U nas zimno, brzydko, a ludzie tacy uśmiechnięci!”.

I to z powodu polityki. Polityki, która na ogół dzieli, prowokuje kłótnie, a nawet dzieli rodziny. Tymczasem w niedzielę po godz. 21 włączam telewizor, a tam ktoś z PiS-u triumfuje: „Znowu wygraliśmy!”. OK, w takim razie przeskok do Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej w poszukiwaniu łez, a tam: „Te wybory to nasz wielki sukces!”.

No to jak to? O co to chodzi? Dobra, to teraz Kraków. Jacek Majchrowski niemal wygrał w pierwsze turze, ma 10 proc, więcej niż Małgorzata Wassermann, więc siłą rzeczy uśmiecha się po nosem. Skoro on się uśmiecha, to w obozie rywalki powinni się smucić. Tymczasem czytam:

Gowin zaskakuje: To znakomity wynik Wassermann

A jednak! Niby porażka, a jednak znakomity wynik! Miałem wrażenie, że gdyby Wassermann w ogóle nie weszła do II tury, to jej obóz przyjąłby to oklaskami, kandydatka uśmiechem, a Jarosław Gowin wszystko ubrałby w piękne słowa.

Mało? No to gdzieś jeszcze czytałam wypowiedź polityka, którego ugrupowanie w ogóle poległo z kretesem. Pytają go z czego wzięła się porażka, a ten: „Jaka porażka, postrzegam to jako sukces!”.

Rodacy, jestem dumna! Wydawało się, że na polityków nigdy nie można liczyć, tymczasem to właśnie oni sprawili, że poczułam się jak na barcelońskiej plaży, skąpana w promieniach słońca, w otoczeniu Hiszpanów, którzy właśnie stracili robotę, więc z uśmiechem krzyczą: „Dobrze się stało! To mój wielki sukces! Jestem zwycięzcą!”.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Dość tego! W taki sposób dresiarz, urzędnik i starsza pani terroryzują krakowskie osiedla

Zobacz także