Epidemia znów zbliża się do Krakowa. Sami ją zaprosiliśmy!

fot. Pixabay

Jeśli chcecie zobaczyć jak wielkim egoistą potrafi być Polak, to przyjrzyjcie się wokół, co dzieje się w czasie… choroby –  pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

W Polsce trwa wielka debata dotycząca szczepień. Szczepić, nie szczepić, szczepić później, szczepić tylko trochę. W zależności co wpiszemy w „google”, takie racje zostaną nam przedstawione. Dziesiątki argumentów, zalew autorytetów, setki porad.

I słusznie – swoje zdanie na temat szczepień też mam, ale tu go nie wyrażę, bo u połowy Czytelników zdyskredytuję się jeszcze przed opisaniem problemu. A problem jest i to wielki, a nazywa się: „Jak zachowuje się Polak w czasie choroby?”.

Siedzisz może teraz w biurze? Rozejrzyj się dookoła i zadaj sobie pytanie: „ile razy kolega z biurka obok przyszedł do pracy z katarem i narzekaniem na ból głowy?”. Przypomnij sobie, jak przed szefostwem zgrywał twardziela, mówiąc o chorobie, którą właśnie zwalcza i przyrzeczeniem, że na pewno nie pójdzie na L4. Albo chwalił się że nie był na zwolnieniu od pierdyliarda lat, ale co zima smarka aż przewraca żołądkiem.

Spytaj też znajomych, którzy mają dziecko w żłobku lub przedszkolu, co tam się dzieje. A dzieje się, jak w opowiadaniu jednej mojej koleżanki, która jest przedszkolanką.

„Pewnego dnia dziecko przyszło z wielkim katarem, z nosa lało mu się jak z wodospadu. Gdy zwróciłyśmy uwagę matce, że chyba jest chore, zrobiła awanturę, że syn ma alergię i powinniśmy mu współczuć. Finał tej historii był taki, że za kilka dni to dziecko miało superprywatne przedszkole, bo resztę dzieciaków zdążyło zarazić, a samo do przedszkola chodziło, bo mama musiała robić karierę”.

Koniec opowieści.

Czytacie to może w autobusie? To zwróćcie uwagę jak ludzie zachowują się podczas kaszlenia. Sezon chorobowy jeszcze dobrze nie wystartował, a ja w autobusie przyuważyłam już cztery osoby, które podczas głośnego „aaaaa psiiiik”  w najlepszym wypadku kierowały głowę w dół. O zasłanianiu buzi nie  ma mowy, podobnie jak o posiadaniu chusteczki higienicznej. Przecież jak mamy zatkany nos, to akustycznie musi być o tym poinformowane całe otoczenie. Obleśne.

Teraz pewnie czekacie, aż napiszę, że Hiszpanie chodzą w maseczkach, nie maja kataru, a jak już komuś coś w nosie świdruje, to wyciąga z kieszeni jedwabną chusteczkę. Szczerze? Nie wiem, w Hiszpanii trafiałam na taką pogodę, że tego typu choroby były rzadkością. A ktoś już ją złapał, to z przerażenia zostawał w domu. I takie rozwiązanie wolę.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

To już bezczelność! Ten zwyczaj sprawia, że krakowianom więdną uszy

Zobacz także