Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 9 sierpnia 2026
Czytanie ~3 min
Miasto · 9 sierpnia 2026 · 3 min czytania

Kampania z pompą. Byliśmy na festynie Bartosza Bocheńczaka

Autor: Małgorzata Armada Aktualizacja: 09.08.2026 Lokalizacja: Kraków

Jest niedziela, 9 sierpnia. Z Parku Zaczarowanej Dorożki na Prądniku Czerwonym dobiega muzyka. W środku trwa rodzinny festyn – starsi zajadają kiełbasy, dzieci szaleją na dmuchańcach. Gdyby nie duży billboard, trudno byłoby się domyślić, że to wydarzenie organizowane przez Bartosza Bocheńczaka, podczas którego zbierane są podpisy pod jego kandydaturą na prezydenta Krakowa.

Festyny Bocheńczaka jako element kampanii

Festyn w Parku Zaczarowanej Dorożki to już szóste tego typu wydarzenie organizowane w ramach kampanii Bartosza Bocheńczaka, kandydata na prezydenta Krakowa z ramienia Konfederacji. Na pierwszy rzut oka przypomina duży sąsiedzki piknik – uczestnicy mogą zjeść kiełbasę, przekąsić popcorn, skosztować waty cukrowej czy ugasić pragnienie lemoniadą. O tym, że mamy do czynienia z elementem kampanii wyborczej, przypominają głównie billboard oraz charakterystyczne namioty. Ludzi nie brakuje, zwłaszcza rodziców z dziećmi, na które czekają dmuchańce, koncert i konkursy. Obiektywnie trzeba przyznać, że imprezie daleko do wiecu politycznego, choć zarówno wolontariusze, jak i sam kandydat są obecni na miejscu. Zapytaliśmy Bartosza Bocheńczaka, skąd się wziął pomysł na taką formułę:

– Pomysł wziął się stąd, że nie czułem, żeby w wakacje sprawdziły się tradycyjne wiece polityczne, podczas których kandydat wychodzi i mówi, co zamierza zmienić. Gdybym sam był obywatelem, miałbym to w nosie. Nie chcę organizować konferencji prasowych i wygłaszać patetycznych przemówień o tym, co się zmieni. To po prostu nie jest w moim stylu.

Uważam, że łatwiej dotrzeć do ludzi, tworząc warunki, w których będą się dobrze czuli. Mogą przyjść z rodzinami, zjeść kiełbaskę, spędzić czas na świeżym powietrzu. Są wakacje, jest ciepło i leniwie, dlatego uznałem, że to łagodniejsza metoda dotarcia do mieszkańców i przedstawienia im swojego programu przy okazji tego typu wydarzeń.

Każdy wie, że to mój festyn. Ludzie mimo to przychodzą i nie mam z tym problemu. Podpisują się, a zbiórka podpisów idzie bardzo dobrze – mówi.

Armia Bocheńczaka – ponad 100 wolontariuszy

Ponad 100 wolontariuszy zgłosiło się, żeby pomóc Bartoszowi Bocheńczakowi w kampanii, a rekrutacja wciąż trwa. To dzięki nim zdecydowano się zwiększyć liczbę festynów – z jednego do dwóch w ciągu weekendu. Do obsługi jednego wydarzenia potrzeba bowiem aż 40 osób.

– To są czasem ludzie totalnie z ulicy, zafascynowani chęcią jakiejś zmiany. To są też ludzie, którzy zrodzili się na kanwie gniewu referendalnego, ale przede wszystkim ludzie młodzi, którzy dostrzegają, że jesteśmy chyba jedyną poważną opcją, która chce naprawdę coś zrobić, a nie tylko mówić o tym, że coś zrobi – mówi Bocheńczak.

„Jego ludzie” stoją codziennie w różnych miastach, zbierając podpisy. Często towarzyszy im sam kandydat, który przyznaje, że najwięcej przyjemności sprawiają mu rozmowy na targach. Sam kiedyś handlował na bazarze przy Balickiej. Choć kampania oficjalnie rozpoczęła się nieco ponad tydzień temu, mają już ponad tysiąc z trzech tysięcy podpisów potrzebnych do startu w wyborach.

Wracając do wolontariuszy – wielu z nich zbierało wcześniej podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Wszyscy wspierają Konfederację, są też tacy, którzy już należą do partii. Jak mantrę powtarzają – wspomnianą przez Bocheńczaka – konieczność zmiany i krytykują szkodliwe, ich zdaniem, rządy poprzedniego włodarza.

Z czym mieszkańcy przychodzą do Bocheńczaka?

Frekwencja na wydarzeniu jest wysoka, a część uczestników postanawia przy okazji zapoznać się z kandydatem osobiście. Kiedy pytamy Bartosza Bocheńczaka i wolontariuszy, jakie problemy zgłaszają Krakowianie, lista jest długa, ale dość przewidywalna. Obejmuje przede wszystkim kwestie, które przyczyniły się do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Pojawia się więc Strefa Czystego Transportu, podniesienie cen za parkowanie w mieście oraz transport miejski, w tym powrót do biletu 20-minutowego. Mówią także o kolesiostwie oraz zgłaszają szereg  pomniejszych, lokalnych problemów, z jakimi borykają się poszczególne dzielnice i osiedla – od infrastruktury i remontów po udogodnienia dla osób starszych i z niepełnosprawnościami.

Duża liczba mieszkańców na wydarzeniu nie oznacza jednak, że wszyscy są świadomi tego, co dzieje się w krakowskiej polityce i że już za kilka tygodni odbędzie się głosowanie. Zwracał już na to uwagę inny kandydat na prezydenta Krakowa, Jan Hoffman. Podobną obserwację ma kandytat Konfederacji:

– Zdarza się, że ludzie pytają: „To są jakieś wybory?”. Myślę, że to wina tej letniej atmosfery. My uświadamiamy, nakłaniamy i robimy wszystko, żeby wynik był jak najlepszy. Reszta jest już w rękach mieszkańców Krakowa – podsumowuje Bartosz Bocheńczak.

Niebawem redakcja KRKNews.pl ruszy na miasto tropem kolejnego kandydata, żeby sprawdzić, jak wygląda jego zbiórka podpisów i czym próbuje przekonać do siebie mieszkańców. Bądźcie czujni – już wkrótce kolejny materiał!

Małgorzata Armada 

Reklama