– Co prawda wojewoda wstrzymał testy na koronawirusa, ale wszyscy krakowianie codziennie przechodzą znacznie ważniejszy sprawdzian. Test na odpowiedzialność – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Jeden z moich hiszpańskich przyjaciół powiedział wprost: „koronawirus szalał, a my zachowywaliśmy się jak debile”. Tylko z grzeczności mu nie przytaknęłam, bo oni teraz codziennie otrzymują potężne ciosy od pandemii, więc nie mam serca ich dobijać.
Teraz jednak krakowianie też poddani są testowi. Nazwałam to testem na odpowiedzialność, choć czasem selekcja jest znacznie surowsza: na ludzi i na debili.
No bo jak nazwać tych, którzy już po zakazie zgromadzeń organizowali domówki? Lub spotykali się na grillach i – biorąc pod uwagę ich podejście do tematu – pewnie podgryzali te same kiełbasy popijając piwem z jednej puszki? Ale zostawmy ich, bo mam nadzieję, że to margines.
Co jednak ze starszymi osobami, które do sklepu chodzą po kilka razy dziennie? Ostatnio spotkałam panią, na oko 80-letnią, która do sklepu przyszła po… bułkę. Nie chleb na kilka dni. NIe po zakupy na cały tydzień. Nie, po bułkę, bo akurat zgłodniała lub naszła ją ochota.
Albo inny przykład – u mnie pod blokiem, na zamkniętym dziedzińcu, dziecko samo w piaskownicy bawiło się koparką. Za chwilę – ku zdumieniu matki – doskoczyło drugie i zaczęło obmacywać tą samą koparkę. – Spokojnie, nie jesteśmy chorzy – z uśmiechem obwieściła matka nr 2. Katastrofa.
O kolejkach w sklepach chyba nie muszę pisać? Bo nie wierzę, że w dobie obowiązkowego półtorametrowego odstępu nie poczuliście na sobie oddechu osoby stojącej z tyłu. Albo lepiej – w kolejce półtora metra odległości obowiązuje, ale przy stoisku z warzywami to już wystarczy pół metra i macanie wszystkich jarzyn jak leci. Obłęd.
Codziennie poddawani jesteśmy wielkiemu testowi. Powinni go zdać, tylko ci, co z domu ruszają się góra raz w tygodniu i to tylko po zakupy. Żadnego „ale”. poszukiwania wymówek, kruczków prawnych. Nie po to ja siedzę całymi dniami na czterech literach, żebyście Wy snuli się po mieście.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
To nie jest częste uczucie, ale… duma z krakowian rozpiera serce!



