To nie jest częste uczucie, ale… duma z krakowian rozpiera serce!

Plac Mariacki (fot. krknews.pl)

W wielu aspektach zawsze było mi bliżej do Hiszpanów: luz, błogość, radość z życia. W czasie pandemii koronawirusa egzamin zdają jednak krakowianie – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

To dziwne uczucie zdecydowanie potępiać tych, których latami się podziwiało. Bo w idealnie poukładanym świecie Hiszpanie to był niemal wzór – pracowali, ale nie przepracowywali się. Woleli mieć niż być. Królowie życie, królowe zabawy.

Przy nich krakowianie wypadali… hmm… inaczej. Często zatroskani, walczący o sprawy bieżące, zbyt kłótliwi. Egzystujący głównie dla pracy, często zapominający, że życie jest krótkie. Ale teraz – w czasie ważnej próby – to jednak krakowianie pokazali, że czują jego powagę.

Gdy koronawirus pojawił się w Europie, Polacy zaczęli się martwić, Hiszpanie machnęli ręką. I pewnie w tamtym momencie cały czas byłam po ich stronie, ale – na litość – ile można wszystko olewać?

Gdy my wyprowadzaliśmy dzieci ze szkół, Hiszpanie cały czas jeździli na mecze, gdzie na trybunach siedziało po 50 tys. ludzi. Albo organizowali ogromne manifestacje. Ba, nawet gdy ich rząd zaczął uderzać pięścią w stół, oni cały czas bawili się w najlepsze. Taniec na titanicu!

Wtedy poczułam, że w sytuacjach kryzysowych to jednak nie moja bajka. Dziś to ja mogę z dumą pokazywać Hiszpanom puste krakowskie ulice lub młodych ludzi, którzy robią zakupy seniorom. A Hiszpanie? Dziś się nie śmieją, nie tańczą, a jak piją wino, to tylko z żalu i smutku. Ich szpitale są przepełnione, lekarzy brakuje (zresztą część z nich również nieodpowiedzialnie zaraziła się koronawirusem), społeczeństwo za pandemię oskarża rząd i siebie nawzajem,

Być może na krakowskich ulicach dłużej będzie cicho i smutno, ale mam nadzieję, że jak koronawirus odejdzie, to na swoim osiedlu zobaczę te same twarze co zawsze. W przypadku Hiszpanów – gdzie zmarło już ponad 4 tys. ludzi – nie jest to już tak oczywiste.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Zabójczy koronawirus zbliża się do Krakowa? Zanim dotrze, unicestwimy się sami

Zobacz także