Piątek, piąteczek, piątunio – tak zwykle witaliśmy piąty dzień tygodnia odliczając godziny do zakończenia roboty i myśląc, jak fajnie będzie w sobotę i niedzielę. Koronawirus kompletnie zmienił optykę i na dzisiejszy piątek spoglądamy inaczej. To po prostu kolejny, coraz trudniejszy dzień z koronawirusem w Krakowie. To nie piątek, piąteczek, piątunio… Tak jak nasze obecne życie nie jest zwykłym, normalnym życiem.
Właśnie minęły trzy tygodnie od pierwszego potwierdzonego przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce. Wprawdzie ten pacjent już wyszedł ze szpitala, ale to wcale nie oznacza, że epidemia wygasa. Wręcz przeciwnie – nabiera rozpędu. I nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, przekonywanie, że po Świętach Wielkanocnych wróci normalność, że musi wrócić normalność.
Swoje musimy przeczekać. W domu, w izolacji od innych, mimo pogody zachęcającej do długich wypadów na łono natury. Mimo tęsknoty za rodziną, znajomymi. Mimo coraz bardziej doskwierającego braku spotkań, rozmów twarzą w twarzą, nocnych i weekendowych szaleństw,piwa w barze czy kawy na Rynku Głównym albo na Kazimierzu.
Bez względu na to, czy lubimy nasz obecny rząd czy nie, słuchajmy przede wszystkim tego, co mówi minister zdrowia Łukasz Szumowski. A to on wczoraj mówił: „to nie jest początek końca, to nawet nie jest koniec początku”. Wczoraj to mówił – po trzech tygodniach od oficjalnego pojawienia się koronawirusa w naszym kraju.
Kiedy wróci prawdziwy piątek, piąteczek, piątunio?
Grzegorz Skowron
Wybory prezydenckie 2020. Jak podczas epidemii zbierać podpisy? Wybory trzeba odwołać

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.