Pączki w Tłusty Czwartek są dla leszczy. To tu eksplodują kalorie!

fot. Pixabay

Podczas gdy my tego jednego dnia wystajemy w kolejkach jak za PRL-u, oni prawdziwie obfite łasuchowanie urządzają sobie codziennie. Codziennie! –  pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Na początek rzecz, która niezmiennie mnie dziwi – łańcuch ludzi przed cukierniami i rzucanie się na te pączki/chrusty/faworki właśnie w Tłusty Czwartek. Po pierwsze – trzeba stać w kolejkach, po drugie – to właśnie tego dnia odbywa się największa łasuchowa masówka.

Gdy idę na basen, wolę bez tłumów (jest luźniej i zapach jakiś mniej skwaśniały ). Gdy wybieram knajpę, to staram się średnią lub nawet familijną, a nie ogromną gospodę czy fast-food (miło jeść coś przygotowywanego dla siebie, a nie dla armii ludzi). I tak samo mam z Tłustym Czwartkiem. Choć przyznaję – coś w tym jest. Mimo że staję okoniem, to jednak pączka tego dnia sobie nie odmówię.

Za to Hiszpanie mają Tłusty Poniedziałek, Tłusty  Wtorek, Tłustą Środę, Tłusty Czwartek, Tłusty Piątek, Tłustą Sobotę i Tłustą Niedzielę. I wszystko występuje co najmniej 52 razy w roku. Tylko, że u nich sztandarowy nie jest pączek, ale churros, czyli ciasto w smaku podobne do naszego pączkowego, wyplute z maszyny w postaci długaśnego patyka i utopione w tłuściutkim oleju (a jakże!).

Jednak sam churros to też sprawa dla leszczy, tak samo jak pączek. Prawdziwy Tłustotygodniowiec posypuje churrosa cukrem (obficie!) i zanurza w czekoladzie. Im gęstszej, tym lepszej. Dopiero tak przygotowany jest gotowy do spożycia.

Coś jak poniżej, tylko że w tym przypadku ktoś zdecydowanie pożałował cukru

fot. Foter

Ale nie dajcie się zwieść – przegryzienie takiej bomby raz na czas to żaden wyczyn, ewentualnie coś o jeden stopień wyżej niż leszcz. Bo porządny Hiszpan churrosa pakuje w otwór gębowy codziennie. My na śniadanie jemy kanapki, Brytyjczycy boczki z czymś, co nazywają fasolą, a Hiszpanie churrosy.

Czujecie? Codziennie na śniadanie załadować ze dwa pączki posypane cukrem kryształem i dokładnie wymoczone w czekoladzie? Anna Lewandowska na samą myśl dostaje zawału, a Ewa Chodakowska swój morderczy skalpel włącza w przyspieszonym tempie z wciśniętą opcją „permanent repeat”.

Najgorsze jednak jest to, że oni na ogół wyglądają jak churros ze zdjęcia tytułowego, a u nas strasznie dużo pączków.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Kolejny brutalny mord. A gdyby ustawka kiboli wyglądała inaczej…

 

Zobacz także