Szybkie fakty

Kategoria Krakówek
Data 30 stycznia 2020
Czytanie ~2 min
Krakówek · 30 stycznia 2020 · 2 min czytania

Tak robią tylko Polacy? Śmieje się z nas cały świat!

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 30.01.2020 Lokalizacja: Kraków

– O matko! Co się stało? Co to za owacje? Ktoś coś wygrał? Zaręczyli się? – taki zaskoczony głos znajomego Hiszpana wyrwał mnie z zadumy. Właśnie wylądowaliśmy na lotnisku w Balicach, a ja już musiałam tłumaczyć mu nasze dziwne zwyczaje – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Nie przedłużając – chodziło o oklaski. Zaraz po wylądowaniu rozległy się nieśmiało gdzieś w tyle samolotu, ale za moment brawo biło dobrze ponad sto osób. Komuś wyrwał się nawet okrzyk euforii, ktoś inny wrzasnął: „Brawo!!!”. Czy prześmiewczo czy nie – kolega był zaskoczony.

Na pewno znacie tę sytuację – po wylądowaniu pilot otrzymuje gromkie oklaski w podziękowaniu za udane zakończenie podróży. Ba, te oklaski są czasem nawet głośniejsze niż fanfary jednej z tanich linii lotniczych, która właśnie w taki sposób świętuje wylądowanie na czas.

Z takim zachowaniem nie spotkałam się nigdzie indziej, a sporo świata już zlatałam. Bo o ile niektóre dziwne polskiej zachowanie z rzadka, ale kopiują na świecie (patrz tekst poniżej)…

Sceny wstydu na krakowskim lotnisku! Ci ludzie rozminęli się ze zdrowym rozsądkiem!

… to jednak oklaski są chyba typowo polskim zachowaniem. Coraz częściej jednak spotykam Polaków, którzy się za to wstydzą. I w sumie miałam podobnie, gdy musiałam to wszystko tłumaczyć mojemu hiszpańskiemu koledze. Po kolejnym wiwatowaniu pomyślałam jednak: A co w tym takiego złego?!

Nikogo się nie budzi, bo przy lądowaniu wszyscy już ocuceni. Nikomu nie wadzi, bo to nie jakaś kibolska przyśpiewka, ale zwykłe oklaski. No a poza tym, to czemu nie podziękować pilotowi? W końcu facet dobrze wykonał swoją robotę i to pod sporą presją. Skoro więc nie da się mu podziękować osobiście (często siedzi schowany w swojej kabinie), to można to zrobić oklaskami.

I nie powinniśmy się tego wstydzić, nawet jeśli sąsiad z fotela nazywa to obciachem i wieśniactwem.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

To ma być „kolęda”? Ksiądz obskoczył osiedle z prędkością pendolino. No i ten zarobek…

Reklama