To już bezczelność! Ten zwyczaj sprawia, że krakowianom więdną uszy

fot. Pixabay

Może dlatego, że Hiszpanie gadają non-stop, to nie jest to tak bardzo irytujące. W Krakowie mam już jednak powyżej uszu słuchania kto brzydko pachnie, czyj piesek zrobił kupę lub kto się z kim przespał – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Kiedyś w Krakowie były budki telefoniczne, pamiętacie? Na monety lub na karty. Postawione raczej z boku, a nie np. w środku przystanku tramwajowe. Często zamykane, czasem osłonięte, ale generalnie odizolowujące gadającego od zwykłego przechodnia.

Teraz, niestety, te budki nie są zamykane, nie są odizolowane, nie są na uboczu. Te budki przeniesiono tam, gdzie ludzi jest najwięcej, czyli do autobusów i tramwajów.

Wiem, słyszałam o pomyśle jakiejś radnej, by kompletnie zakaz rozmów przez telefon w pojazdach MPK. Bzdura, absurd totalny. Po to mam telefon, by być ciągle dostępna. A jak ktoś mi tego zabroni w MPK, to będę jeździła samochodem/rowerem.

Bo tu nie chodzi o zakazy, tylko normalną ludzką przyzwoitość. O to, by nie robić sobie z pojazdu pokoju pogadanek. Tymczasem niektórzy czas w tramwaju zabijają właśnie gadaniem przez telefon. Jakby to było jedyne pięć minut w ciągu dni, gdy można to robić. Wchodzą, wsiadają, wykręcają numer telefonu i się zaczyna.

W ostatnim czasie byłam zmuszona słuchać o:

– wrzodach dziadka;

– odchodach psa;

– kupach dziecka;

– puszczalskim trybie życia koleżanki;

– wymiocinach w trakcie imprezy.

Bardzo ładny zestaw, którego nikt nie próbował nawet przede mną ukryć. Żadnego ściszonego głosu, próby nie nazywania rzeczy po imieniu, albo prostego: „zadzwonię później”. Nie, wręcz przeciwnie – rechot i przechwalanie się, jakby koleżanka nimfomanka lub pies smrodziarz byli powodem dumy.

W Hiszpanii tego tak nie odczuwałam, ale może dlatego, że Hiszpanie gadają cały czas, bez względu czy to ulica, knajpa, czy autobus. U nas za to hiszpańska dusza w ludziach jakby włączała się właśnie w tramwaju. Na co dzień spokojni, chroniący swoją prywatność, a w tramwaju/autobusie opowiadający wszystkim najbardziej żenujące sekrety życia.

Dziś, aby zajrzeć komuś pod kołdrę, nie trzeba zaglądać przez dziurkę przez klucza. Wystarczy tylko pojeździć MPK i wiemy wszystko. Czy tego chcemy, czy nie.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

To przekleństwo dotarło także do Krakowa. Epidemia już blisko!

 

Zobacz także