Końca pandemii nikt nie ogłosił, przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie widać jednak, że krakowianie tego koronawirusa mają już w głębokim poważaniu. I oby tylko nie okazało się to zgubne… – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Przestrzegacie jeszcze #ZostańWdomu? Bo jeśli tak, to opowiem Wam, jak dziś wygląda Kraków.
Ludzi w MPK rzeczywiście mniej, bo nie jeżdżą do pracy. Ten aspekt koronawirusa jest dla nich wygodny, więc z nim nie walczą. Pracując z domu równocześnie gotując/piorąc/oglądając seriale. Źle nie jest.
Zarazki z gardzieli
Są jednak też aspekty mniej wygodne. Place zabaw miały być zamknięte i te, na których dało się powiesić kłódkę, rzeczywiście są. A pozostałe owinięto taśmą, po której zostały już tylko strzępy i dzieci bawią się tam w najlepsze. Patrzą na to ich rodzice, którzy oczywiście maski mają na brodach, bo przecież to właśnie gardzielą wydzielamy najwięcej zarazków…
W poniedziałek otworzyliśmy ogródki i wniosek jest tylko jeden – nic tak dobrze nie niweluje „social distance” jak piwo. Dwa metry odstępu? Wolne żarty. Ludzie siedzą sobie na kolanach, a chętnych jest tylu, że wkrótce wejdą sobie na głowy.
Zwykłe siłownie niby pozamykane, ale przy tych na świeżym powietrzu ustawiają się kolejki. Czekam tylko na kina samochodowe i ludzi, którzy będą wychodzili ze swoich pojazdów lub nawet przyjdą pieszo, by obściskiwać się przy wielkim ekranie.
Krakowianie podzieleni
Koronawirus nie został pokonany, choć „miasto” mówi coś innego. Może i ci ludzie mają rację, bo kiedyś trzeba wrócić do normalności, więc nie chcę ich oceniać. Żal mi jednak tych, którzy cały czas wyznają „social distance”, „#ZostańWdomu” itd. Oni walczą o Kraków bez pandemii, często nawet nie wiedząc, że kilkaset metrów dalej może on rozwijać się w najlepsze (bo kto da sobie uciąć rękę, że tak nie jest?).
Kiedyś dzieliliśmy społeczeństwo ze względu na pochodzenie, później na majątek, a dziś na tych, którzy się boją i nie boją koronawirusa. Oby tylko nie okazało się to podziałem na odpowiedzialnych i kompletnie nieodpowiedzialnych.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Wstyd przed światem! Krakowscy politycy urządzili żenującą szopkę



