Nawet w Zimbabwe, Nikaragui i Vanuatu ludzie kilka dni przed wyborami wiedzą, kiedy się odbędą. Za to nas potraktowano jak klientów sklepu mięsnego za czasów komuny – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Mnie pewnie łatwiej przetrwać czasy pandemii niż Wam, bo komunikacja za pośrednictwem internetu to dla mnie chleb powszedni. Właśnie w taki sposób rozmawiam ze znajomymi z Hiszpanii, choć ostatnio miałam nadzieję, że dźwięk komunikatora będzie rozbrzmiewał rzadziej…
Kac czy wybory?
Moja hiszpańscy znajomi naprawdę zainteresowali się naszymi wyborami. Najpierw patrzyli na nas z podziwem, że mimo pandemii mamy tak mocne państwo, iż jest w stanie zorganizować wybory. Podczas gdy oni zostali skoszarowani w domach, Polacy mieli być gotowi na dokonanie jednego z ważniejszych życiowych wyborów.
Z czasem jednak podziw zastępował uśmiech politowania. Gdy zgodnie z prawdą informowałam o kolejnych krokach do zorganizowania wyborów, patrzono na mnie z niedowierzaniem. Tłumaczyłam jednak, że niecodzienne czasy wymagają niecodziennych rozwiązań. I tłumaczenie było przekonujące, ale tak mniej więcej do ostatniego weekendu.
Później już każde spotkanie zaczynało się od hasła: „Jak tam, wiesz już co robisz w niedzielę? Będziesz leczyła kaca po sobocie czy może jednak wybierzesz głowę państwa?”.
Salceson wyborczy
Z czasem sama zaczęłam się z tego śmiać, choć czułam, że nabijam się z najważniejszych aspektów państwa demokratycznego. I było mi wstyd podwójnie, że taką szopkę urządzili nam m.in. dwaj politycy z mojego ukochanego miasta: obecny prezydent Andrzej Duda oraz próbujący politycznych targów Jarosław Gowin. A do tego w tle przewijała się postać Ryszarda Terleckiego. Potraktowali nas jak klientów sklepu mięsnego za komuny: „Będzie salceson, to będzie. Nie będzie, to nie. Proszę pytać, kiedyś pewnie przywiozą”.
Czujecie absurd sytuacji? Rozmawiacie z kimś, kto na co dzień nie siedzi w naszym politycznym bagienku i w środę wieczór mówicie, że jeszcze nie wiadomo, czy w niedzielę wybierzecie głowę państwa. No jaja!
Trzeci świat z większym wyprzedzeniem komunikuje takie rzeczy, choć i tak wiadomo, że w wielu tamtejszych państwach wybory to fikcja. Pozory demokratycznych standardów próbują tam jednak zachować, czego nasi politycy nawet nie planowali zrobić.
Wstyd i żenada!
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Koronawirus w Krakowie. Długi weekend zapowiada się bardzo niepokojąco…



