Z wielkiej chmury mały deszcz. Ale czasem… Dla mnie to najbardziej pasujący opis do tego, co działo się w ostatnim tygodniu. Nie tylko w Krakowie, ale i na ogólnopolskiej scenie politycznej. I dowód, że stabilizacja nie jest czymś danym na stałe, że życie i polityka potrafią zaskakiwać.
Cisza po burzy
Weźmy choćby ostatnie zmiany organizacji ruchu na krakowskich ulicach. Budzące kontrowersje rozwiązania były tematem kilkugodzinnej debaty na sesji Rady Miasta. Jakieś zaskoczenie?Tak! Radni klubu Kraków dla Mieszkańców, raczej sceptycznie nastawieni do prezydenta Jacka Majchrowskiego i jego urzędników, bronili nowych rozwiązań. Oczywiście krytykowali sposób ich wprowadzenia, ale same zmiany uważali za kierunek słuszny. Co ciekawe – nawet w samej koalicji popierającej prezydenta widać było podział na zwolenników zabierania pasów ruchu samochodom i przekazywania ich rowerzystom oraz na przeciwników takich rozwiązań.
Skutki debaty na sesji? Chyba pasuje tu stwierdzenie „z wielkiej chmury mały deszcz”. Totalna krytyka wcale nie musi skończyć się powrotem do starej rzeczywistości. Może urzędnicy ugną się, by powrócić do ruchu jednokierunkowego na całej Al. 3 Maja, ale nowohuckie ulice pozostaną opalikowane i trudniej będzie na nim samochodom.
Balonik pękł
Oczywiście czas pokaże, czy po słownej burzy dojdzie do czegoś więcej. Za to już wiemy, że najbardziej skuteczna jest burza niespodziewana, choć przecież też zapowiadana. Taka przeszła w sobotę nad Krakowem, zaledwie nad kawałkiem Krakowa i zniszczyła balon widokowy. Co ważne – synoptycy przewidzieli burzę, nawet ostrzegali przed nią. Tyle, że ostrzeżenie o burzy z silnym wiatrem pojawiało od trzech dni, a pierwsze dwa dni niczego takiego nie przyniosły. Za to za trzecim razem wystarczyła chwila i balonik pękł na oczach wielu krakowian. A filmiki pokazujące, jak do tego doszło, stały się hitem internetu.
A co z wyborami
Obie krakowskie sprawy jak ulał pasują także do wielkiej polityki. Za dwa tygodnie wybierzemy prezydenta, a kampania nabiera coraz większych rumieńców.
Zacznijmy od wielkich chmur z małym deszczem. Rafał Trzaskowski zebrał ponad 1,5 mln podpisów poparcia dla swojej kandydatury. Tyle, że do rejestracji wystarczyło 100 tys., a do wygrania wyborów potrzeba pewnie ponad 7 mln głosów. Z drugiej strony Andrzej Duda pohukuje coraz bardziej na polityków opozycji i stawia się jako obrońca tradycji i moralności, ale od tego nie przybywa mu wcale poparcia. A Szymona Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz, którzy mieli być czarnymi końmi tej kampanii wyborczej, słabną coraz bardziej.
Zapewne nie 28 czerwca, ale 12 lipca przekonamy się, kto zostanie prezydentem na następne pięć lat. Jeśli reelekcję uzyska Andrzej Duda, o wyborach i kampanii będziemy mogli znowu powiedzieć „z wielkiej chmury mały deszcz”. Jeżeli wygra Rafał Trzaskowski, okaże się, że balonik pękł. Że wydarzyło się coś, co wprawdzie wielu przepowiadało, ale tak naprawdę niewielu w to wierzyło. A ostrzeżeń o czymś takim było już co najmniej kilka.
Grzegorz Skowron
Nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem – czy polityk przyzna się do błędu?

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.