Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 5 grudnia 2016
Czytanie ~9 min
Miasto · 5 grudnia 2016 · 9 min czytania

Szef krakowskiej PO: „nasze działania oceniam na 4”

Autor: Łukasz

– Co innego są prywatne animozje kilku osób, a co innego sama atmosfera w partii. Konflikty merytoryczne czy rywalizacja personalna są zupełnie normalne, to się zdarza i nie jest niczym złym. Natomiast to nie znaczy, że wśród blisko dwóch tysięcy osób w krakowskiej Platformie, jest zła atmosfera – zapewnia nas szef krakowskiej PO, Aleksander Miszalski.

W rozmowie z Łukaszem Mordarskim, radny Miszalski mówi między innymi o podziałach w PO, ewentualnej koalicji z Nowoczesną, swoim kontrowersyjnym głosowaniu w sprawie koncesji alkoholowych oraz propozycjach dla Krakowa.

KRKnews: Po co politycy krakowskiej Platformy spotkali się w tym tygodniu z Grzegorzem Schetyną?

Aleksander Miszalski: Rozmawialiśmy o sytuacji w partii, co poprawić w jej działaniu, jakie mamy plany i wizję na przyszłość.

Jaka była pana rola w tym spotkaniu?

Jako szef krakowskiej Platformy jestem odpowiedzialny za to, co tutaj się dzieje. Ale było więcej osób – posłowie i senatorowie z Małopolski, panowie Dominik Jaśkowiec i Bogusław Kośmider….

Czyli ten spór o to, który z tych panów będzie przewodniczącym Rady Miasta Krakowa pomógł rozwiązać Schetyna?

Nie, przyjechaliśmy z gotowym rozwiązaniem.

Skąd pomysł na to, aby Kośmider, który publicznie deklarował, że po dwóch latach odda władzę Jaśkowcowi, nadal pozostał na stanowisku?

Pojawiały się rózne spekulacje i przemyślenia. Jednym z nich było to, czy przy tajnym głosowaniu i przy tak kruchej przewadze Platformy w Radzie Miasta, nie zdarzy się jakaś czarna owca, która zagłosuje przeciwko naszemu kandydatowi. Przypomnę, że z naszego klubu odeszły dwie radne: Marta Patena i Małgorzata Jantos. W tajnym głosowaniu nie ma pewności, że ktoś się nie wyłamie i stracimy stanowisko na rzecz nie wiadomo kogo. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Aleksander Miszalski
Aleksander Miszalski

To prawda, że Pateny nikt nawet nie próbował zatrzymywać w PO?

Nieprawda! O tym, że podjęła taką decyzję dowiedzieliśmy się w momencie, gdy ją ogłosiła. Choć wcześniej można było się domyślić, że jest niezadowolona ze swojej roli w klubie radnych.

Lub podczas wyborów parlamentarnych.

Fakt, to było nie fair. To była decyzja ówczesnych władz krajowych. My wypuściliśmy z Krakowa inną listę i Marta Patena była na niej wyżej. Została zamieniona z Jagną Marczułajtis. Ta decyzja nam się nie podobała, ale wyszło, jak wyszło. Rozumiem rozgoryczenie Marty Panety, próbowaliśmy z nią rozmawiać, ale się nie udało.

Wróćmy do przewodniczącego RMK. Mam wrażenie, że Kośmider was wykiwał. Stanowisko, jakie otrzymał Jaśkowiec, czyli szefa Konwentu Przewodniczących Rad Dzielnic jest… trudno mi to nawet określić. O tym, że coś takiego istnieje dowiedziałem się przygotowując do tego wywiadu.

Tu nie chodzi o samo stanowisko, bo to nie jest jakaś istotna funkcja i z tym się z panem zgodzę. Natomiast Dominik uważał, że pewne rzeczy można zrobić lepiej. Miał na myśli współpracę z dzielnicami czy dialog społeczny. Panowie umówili się, że Bogusław Kośmider oddaje część swoim kompetencji dotyczących dzielnic. Uważam, że Dominik zna sprawy dzielnic i zajmie się tym merytorycznie. Natomiast nie wiem, co miał pan na myśli mówiąc, że Bogusław Kośmider nas wykiwał. W jakim sensie?

Oddał część działań, czyli obowiązków, ale nie oddał gabinetu, sekretarki, służbowego auta i kilku innych przywilejów.

Dla mnie, jako przewodniczącego PO, najważniejsze jest, że zakończyliśmy wewnętrzny spór na ten temat i wszyscy są zadowoleni.

Więc po co te publiczne i medialne deklaracje sprzed dwóch lat, że będzie nowy przewodniczący RMK? Dla przeciętnego krakowianina Kośmider wyszedł na osobę, która nie dotrzymuje słowa. Bo cóż się takiego zmieniło, poza tym, że ubyło wam dwóch radnych?

I to już jest argument za tym, że większość może być mniej stabilna. Po drugie, panowie znaleźli inne rozwiązanie. Jeśli Dominik uznał, że te kompetencje, które otrzymuje, są wystarczającego dla jego ambicji, to nie widzę większego problemu. Cieszę się, że się dogadali.

Wrzucili nawet ładne zdjęcie na portale społecznościowe. A trzy dni później znowu atakowali się na Facebooku, publicznie. Co sobie pan myśli, patrząc na to, jako szef krakowskiej PO?

Nie podoba mi się to. Wewnętrzne waśnie nie powinny być wyciągane na Facebooka ani w mediach.

Tak się bawi PO: Grześ został premierem, a Rafałek i Iruś ministrami

Tymczasem zrobili to już któryś raz. Nawet dziecko wyciąga wnioski ze swojego zachowania. Oni nie wyciągnęli.

Prosiłem ich o to. Natomiast ten ostatni spór wywołały media, które przekręciły pewną informację podaną przez Bogusława Kośmidera, co Dominik Jaśkowiec sprostował publicznie.

A w dyskusje włączył się wasz inny radny, Tomasz Urynowicz i publicznie zapytał czy to koniec wielkiego krakowskiego porozumienia. Wbił szpilę kolegom z partii.

No był taki wpis i zgadzam się z panem, nie powinno być tej całej dyskusji na Facebooku. Ja staram się nie dyskutować w ten sposób, ale niektórzy mają bardziej gorące temperamenty. Nie wygląda to najlepiej.

Czyli moje pytanie o to, jaka jest atmosfera w krakowskiej PO, jest pełnoprawne.

Co innego są prywatne animozje kilku osób, a co innego sama atmosfera w partii. Konflikty merytoryczne czy rywalizacja personalna są zupełnie normalne, to się zdarza i nie jest niczym złym. Natomiast to nie znaczy, że wśród blisko dwóch tysięcy osób w krakowskiej Platformie, jest zła atmosfera. Przecież my, wspólnie, przygotowywaliśmy na przykład deklarację dla Krakowa. Każde koło zgłaszało swoje uwagi, pomysły, w którym kierunku powinniśmy iść. Po tych licznych dyskusjach powstał dokument, który jest deklaracją, a nie programem. Ten ogłosimy przed wyborami i wtedy będą liczby i konkrety. W tej chwili pokazujemy kierunek działania, wizję. Mam do tego prawo, bo skoro w lutym zostałem szefem, to chcę nadać kierunek. Nazywanie tego „kupą”, tak jak pan to zrobił w swoim tekście, jest na tak słabym poziomie, jak te dyskusje na Facebooku, o których pan wspomniał.

Nie przeczytałem w tej deklaracji ani jednego konkretu. Te wizje są na poziomie pytania z referendum: „czy chcesz w Krakowie metro?”, na które mieszkańcy odpowiadali, nie znając ani trasy, ani kosztów, ani finansowania.

Nieprawda! Wspomniał pan o metrze. Nie mówię, że to pytanie z referendum było rozsądne, ale mamy problem do rozstrzygnięcia i my – po rozmowach ze specjalistami, po oglądnięciu różnych analiz – proponujemy wariant pośredni, z perspektywami na przyszłość. Kopiemy najpierw dwa, trzy tunele pod centrum, możemy tam puścić szybkie tramwaje i zobaczymy, jak rozładuje to ruch w centrum Krakowa. To, że nie mówimy ile to będzie kosztować i jaki dokładnie będzie mieć ten tunel przebieg, to nie jest brak merytoryki- to będzie się znajdowało w programie. O każdym punkcie z tej deklaracji jestem w stanie dyskutować. Mówienie o tym, że jest to „kupa”, jest nie fair. Gdyby każda partia przedstawiła taką deklarację dwa lata przed wyborami, moglibyśmy usiąść i dyskutować, która wizja jest lepsza. Tymczasem inni nie robią nic.

Tak się bawi PO: Grześ został premierem, a Rafałek i Iruś ministrami

Przeciętny krakowianin bierze tę waszą deklarację do ręki i widzi w niej coś w stylu: chcę być piękny, młody i bogaty.

Znowu nieprawda! Mogę od razu powiedzieć czym różnimy się od PiS-u czy od pana prezydenta. Jacek Majchrowski stawia na przykład na budowę dróg. My mówimy: trzeba zrobić wszystko, aby spadła  liczba aut wjeżdżających spoza Krakowa do jego centrum. Dajemy konkretne rozwiązania – ścieżki rowerowe, szybka kolej, więcej pieniędzy na komunikację miejską. Ale czy znalazł pan informacje, że chcemy poszerzać drogi lub budować ich więcej? Nie. I tym się różnimy. PiS notorycznie mówi, że budżet obywatelski jest bez sensu i należy go zlikwidować. A my mówimy: chcemy wzrostu kompetencji rad dzielnic. I dodajemy: przeniesiemy środki z rady miasta do rad dzielnic.

Tylko po co nam budżet obywatelski, skoro interesuje się nim garstka ludzi, co widać po głosowaniach.

BO w Krakowie nie jest robiony zbyt dobrze.

To wy go robicie.

Robią go urzędnicy prezydenccy, nie my. Urząd Miasta Krakowa.

Z Radą Miasta.

Nie mówię, że nikt z nas nie pomaga. Ale na przykład weźmy kwestie promocyjne. Naszym zdaniem, za mało pieniędzy idzie na promocję budżetu. Gdzieś są popełniane błędy. Podobnie jest z realizacjami wygranych projektów, które są opóźnianie i to zniechęca mieszkańców. Tymczasem są przykłady innych miasta, gdzie frekwencja jest znacznie większa, na przykład w Łodzi, Nowym Sączu, Tarnowie. Uważamy, że rola BO powinna wzrastać także w Krakowie. To jest nasza wizja.

Ale to możecie robić już dziś, bo to wy trzęsiecie Radą Miasta.

Nie mamy większości. Przekonujemy do pewnych kwestii pana prezydenta i jego klub, czasem się to udaje, czasem nie. Wprawdzie rzadko się zdarza, że nasze uchwały nie przechodzą, ale później trzeba jeszcze je zrealizować, a tym zajmuje się już prezydent

Czyli wy działacie dobrze, a Majchrowski źle?

Nie mówię, że działamy idealnie.

Ale – pana zdaniem – dobrze. W skali od 1 do 6 dałby pan 4?

Tak bym to ocenił. Natomiast ja mogę brać odpowiedzialność za to, jak działa partia, odkąd jestem jej szefem, czyli od lutego. Mam też świadomość, że jest jeszcze sporo do poprawy.

A jak pan oceni działania prezydenta?

Na 3. Natomiast tutaj chodzi o to, że nasze wizje nie zawsze są zbieżne, więc pewnie – zdaniem prezydenta – on realizuje swoją wizję na 5.

Podpisze się pan pod stwierdzeniem, że Platforma tonie?

Oczywiście, że nie.

To po co wyciąganie rękę do Nowoczesnej? Mówił pan w Dzienniku Polskim, że „jednym wyjściem jest koalicja z Nowoczesną”.

Mówiłem tak, bo zawsze gdy powstaje większy blok, przy obecnej ordynacji wyborczej, taki blok dostaje proporcjonalnie więcej mandatów. Natomiast to jest decyzja na szczeblu centralnym, nie lokalnym.

Od lewej: Rafał Trzaskowski, Aleksander Miszalski i Grzegorz Lipiec
Od lewej: Rafał Trzaskowski, Aleksander Miszalski i Grzegorz Lipiec

Inni nie czekają na ewentualną koalicję, ale po prostu uciekają z PO. Tylko z lokalnego podwórka barwy partyjne zmienili radna Małgorzata Jantos czy poseł, były marszałek, Marek Sowa.

Zdarza się. Biorąc pod uwagę sondaże, po ludzku mnie to nie dziwi, że niektórzy politycy Platformy stwierdzają, że mogą się gdzieś tam nie zmieścić lub nie do końca jest im po drodze z nowym kierownictwem. Małgorzata Jantos ze swoimi poglądami bardziej pasuje do Nowoczesnej. Marek Sowa mówił, że energia jest po tamtej stronie.

Energia, czyli głosy, wyborcy.

Można tak to postrzegać. Mam świadomość, że mamy w tej chwili gorsze sondaże niż 2-3 lata temu i potrzebujemy trochę czasu, aby się odbudować. Po to na przykład powstała deklaracja dla Krakowa, aby pokazać mieszkańcom naszą wizję miasta. Często na przykład słyszałem zarzuty, że PO w tamtej kadencji sprzyjała deweloperom. Teraz myślę, że nikt nie może mieć wątpliwości, że ten kierunek jest inny. Partia ma prawo, aby weryfikować swój program, słuchać wyborców i podążać w oczekiwanym przez nich kierunku.

Z deklaracji wynika na przykład, że chcecie, aby deweloperzy budowali budynki z zielonymi dachami. Nie wiem, czy ma pan świadomość, że…

… mam świadomość! Chodzi panu o powierzchnię biologicznie czynną. Chodzi o to, że jeśli zrobią zielony dach, to nie będą musieli robić tej zieleni na osiedlu. Ale to jeden z pomysłów, a nie konkretne rozwiązanie.

Pomysł chybiony już na starcie, bo zielony dach powstanie kosztem trawnika.

Ale my możemy zwiększyć powierzchnię biologicznie czynną i w nowych planach ustalić ją na poziomie na przykład 80 procent, a nie 30. To oczywiście przykład kierunku działania. Nie chodzi przecież o to, aby wylać dziecko z kąpielą.

No to na koniec porozmawiajmy o alkoholu.

Jasne.

Strasznie się pan wzburzył po moim tekście „Alkohol pogrąży szefa krakowskiej PO?”.

Tytuł był bardzo tendencyjny. Rozumiem, że klikalność jest bardzo ważna, ale mimo to pan przesadził.

Tytuł nawiązywał do tego, co było w tekście.

Tytuł mógł sugerować nawet, że jestem alkoholikiem (śmiech).

Alkohol pogrąży szefa krakowskiej Platformy?!

Każdy interpretuje, jak chce. Natomiast porozmawiajmy o samym głosowaniu, w którym pan wziął udział, a być może nie powinien. Widziałem opinię prawną, o którą pan wystąpił. Czytałem pana oświadczenie. Natomiast tak czysto etycznie – nie ma pan wyrzutów sumienia, że głosował pan za zwiększeniem liczby koncesji na alkohol, jednocześnie prowadząc pub?

Jestem współwłaścicielem spółki, w której mam 16 procent udziałów. Posiadamy dwa zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Jedno w hostelu, gdzie mamy zamknięty bar, bo jego otwarcie się nie opłaca. Drugie w pubie, który działa 2,5 roku przy ulicy św. Filipa i też biznesowo nie idzie, więc prawdopodobnie nie wystąpimy o przedłużenie koncesji. Zezwolenia są ważne do 2019 i 2020 roku. Sprzedaż alkoholu to 1 % działalności spółki.

Uchwała jest bezterminowa.

Pewnie będziemy ją zmieniać jeszcze wiele razy, bo zaraz przyjdą do nas kolejni przedsiębiorcy, że im się kończy koncesja. Wyobraża pan sobie, żeby Wierzynek nie sprzedawał wina? Wtedy będzie pan za tym, żebym głosował przeciw zwiększeniu liczby koncesji?

Będę za tym, żeby wcisnął pan „obecny” i nie brał udziału w  głosowaniu.

Na komisje promocji i turystyki przyszło do mnie stu restauratorów błagając, żeby zwiększyć liczbę koncesji, bo – w innym przypadku – część z nich będzie musiała zamknąć lokal. To byłby skandal na całą Europe, że do Krakowa przyjeżdżają turyści czy biznesmeni i nie mogą się napić wina w krakowskich renomowanych restauracjach. W chwili, gdy nie wiedzieliśmy, jak ta uchwała będzie przegłosowana i jej losy ważyły się do ostatniej chwili…

… było 22 do 11.

Ostatecznie tak, ale podczas sesji były dwie przerwy godzinne. Jedni mówili tak, inni inaczej. W sali było 50 restauratorów, których ja rozumiem. Ja miałem opinię prawną w sprawie mojego głosowania. I uważa pan, że nie powinienem głosować?

Aleksander Miszalski
Aleksander Miszalski

Gdyby pan wcisnął „obecny” nie musiałby się pan teraz tłumaczyć.

A gdybyśmy przegrali jednym głosem, to bym się tłumaczył wszystkim restauratorom.

I miał czyste sumienie.

Nie pomógłbym Krakowowi i przedsiębiorcom. Sobie nie pomagałem, bo koncesję już mam.

Są też osoby, które uważają, że zmniejszenie liczby koncesji ma więcej plusów niż minusów.

Ja tak nie uważam, dlatego głosowałem. Chciałem pomóc restauratorom, a nie ulegać populistycznej presji. Dostawałem mnóstwo głosów wsparcia po tym pana artykule, a później po tekście w Dzienniku Polskim.

Gdyby teraz, znając wyniki głosowania…

…dla świętego spokoju bym pewnie nie zagłosował. Dla świętego spokoju.

Rozmawiał Łukasz Mordarski

Zdjęcia pochodzą z Facebooka Aleksandra Miszalskiego

Reklama