Podobno jest najdroższa w Europie. A jeśli nie najdroższa, to już na pewno ma najgorszy stosunek jakości do ceny. Autostrada Kraków – Katowice to drogowy absurd, ale Hiszpanie też mają swoje drogowe potworki – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Korek przed bramkami, horrendalna opłata, zator na autostradzie, później znów korek przed bramkami i znów banknocik znika w okienku – tak często wygląda przejazd autostradą Kraków – Katowice.
20 zł za 61 km. Słowem – grubo! Ale co masz zrobić? Jechać alternatywną trasą, gdzie ledwie skończy się jedno ograniczenie, a zaczyna kolejne? I gdzie fotoradary są równie często jak sklepy z piwem? Na autostradę psioczymy, ale i tak za nią płacimy.
Ale rzućcie okiem co wymyślili Hiszpanie. Chciałam podskoczyć z Walencji do znajomego w Alicante. Niby prosta droga, wystarczy jechać za znakami, wskoczyć na autostradę i gotowe. Cały szkopuł jednak w tym, żeby za znakami… nie jechać. Już tłumaczę!
Rzućcie okiem na te dwie trasy przejazdu.
Oto pierwsza – podróż trwa 1 godzinę i 58 minut. Kilometrów do przejechania 169 i jesteście na miejscu.

A oto i druga, ta na którą prowadzą wszystkie drogowskazy, a którą należy… omijać szerokim łukiem. Czemu? Rzućcie okiem

Czas niby też 1:58, kilometrów trochę więcej (179), ale największy problem macie zapisany po lewej stronie na górze, pomarańczową czcionką: „This route has tolls”, co znaczy, że autostrada jest płatna i to nie mało, bo kosztuje ok. 75 zł w jedną stronę, czyli blisko 150 zł w dwie!
Czujecie przewał? Pan pojedzie za znakami, poprowadzimy za rączkę, prosto do samej Walencji. A za te znaki zabuli pan 150 zł! Tymczasem wystarczy w dwóch miejscach skręcić trochę inaczej, wskoczyć na inną nitkę i jedziemy za darmo.
Może to pułapka na turystów, może jakiś inny dziwny zapis w hiszpańskim prawie (to dopiero byłyby jaja), ale wyobraźcie sobie, że zapłaciliście 150 zł, a na miejscu okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Ba, wybraliście nawet trasę, którą jedzie się dłużej i jeszcze za to ekstra zapłaciliście! A wszystko za przyzwoleniem (czyli postawieniem znaków) przez hiszpański rząd.
Oczywiście, nie znaczy to, że mamy przestać psioczyć na autostradę Kraków – Katowice (bo psioczyć trzeba na to drogie cholerstwo), ale dla przestrogi – zanim wybierzecie się w podróż po Hiszpanii (a może też innym europejskim kraju?), sprawdźcie opcję: „unikaj opłat”, która tak naprawdę powinna nazywać się: „nie bądź frajerem/frajerką, nie daj się naciągnąć”.
Marta
zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
„A gdyby tak…”: Zdradzona w Krakowie! Konsekwencje nie mogły być inne



