– Niektórzy, gdyby mogli, to w woreczek zapakowaliby nawet kilogram cukierków. Ale nie łącznie, tylko każdego osobno – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Naszła mnie taka refleksja po wsłuchaniu się w dyskusję dotyczące obwarzanka. Dalej pakować go w foliowy worek, czy może jednak pomóc Matce Ziemi i podawać bezpośrednio do ręki? Fajnie, że ktoś w ogóle ten problem zauważa, ale jest to tylko wierzchołek góry lodowej.
Kiedyś, na jednym z krakowskich targowisk, zszokowałam panią sprzedawczynię.
– Proszę nie pakować tych jabłek do worka, wrzucę do swojej siatki – powiedziałam. Bam! Ziemia się zatrzęsła, kobietę trafił piorun, a przez jej głowę przejechali jeźdźcy Apokalipsy. „Jak to tak nie chcieć woreczka?” – zdawały się pytać jej oczy.
Podpatrzyłam to u Hiszpanów, którzy często nie biorą foliówki, bo wszystko pakują do wózeczków. Ja też tak postanowiłam zrobić, co zaowocowało ciekawymi spostrzeżeniami dotyczącymi ekologii. Oto spostrzeżenia, które usłyszałam od sprzedawców z krakowskich placów targowych:
- Niektórzy specjalnie wolą kupują pół kilo jabłek u mnie i pół kilo u kogoś innego, by dostać dwie reklamówki;
- Nawet dzisiaj kobieta kupiła jedną gruszkę. Podałam jej do ręki, to od razu upomniała się o worek
- Ludzie biorą ode nie te worki masowo, bo prawdopodobnie używają ich zamiast worków do kosza. Tamte kosztują 3 zł, a ode mnie mają za darmo
- Słyszałam, że palą nimi w piecach. To absurdalne, ale patrząc na ilość zabieranych reklamówek, jestem w stanie w to uwierzyć
- Biorą, bo to za darmo. A jak coś za darmo, to brać trzeba
- Nie wiem czemu, ale najwięcej biorą tego Ukraińcy. Czasem proszą nawet o kilka dodatkowych worków. Na co im to?
Itd., itd. Bawimy się w zbieranie plastiku, a Matka Ziemia płacze. Fajnie, że zaczęliśmy do obwarzanków, ale na targach nie ma innego wyjścia niż wprowadzenie zasad ze sklepów – chcesz siatkę, musisz za nią zapłacić.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Tego jeszcze nie było! Czy to przewrót w krakowskim kościele?!



