– Szczerze? Od tego aż więdną uszy. No bo co mnie obchodzi kto co je na obiad, ile wczoraj wypił wódki, albo z kim się przespał? – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Przyznaję – z natury jestem trochę ciekawska, ale głównie interesuje mnie życie znajomych i przyjaciół, ale nie obcych osób. Tymczasem po pięciu minutach w towarzystwie TAKIEGO obcego wiem o nim więcej niż o narzeczonym.
Wideoczat, zestaw głośnomówiący…
Słyszę o kupach dzieci, mobbingu przełożonego, a raz nawet – o zgrozo! – o upojeniu alkoholowym, po którym doszło do czegoś, co do dziś próbuję wymazać z pamięci. I słyszę to od osób obcych, z którymi łączy mnie tylko bliskość fotela w tramwaju lub stolika w knajpie.
Niestety, w Krakowie rozpanoszył się straszny nawyk gadania przez telefon komórkowy przez zestaw głośnomówiący. Ludzie jedzą obiad lub trzymają się oparcia w MPK, więc łatwiej wcisnąć im głośniczek i słuchać. Im jest łatwiej, a ja często czuję się zażenowana.
Plaga się rozprzestrzenia, bo teraz popularne są jeszcze wideoczaty. I nikt nie wpada na pomysł, by wcisnąć sobie w uszy słuchawki, tylko woli drzeć się do mikrofonu, a głośnikiem szczuć całe otoczenie.
Straszne wyznania
Oczywiście, że w Hiszpanii też jest głośno, często głośniej niż przy włączonym na full telefonie. Ale to wynika z faktu, że Hiszpanie są głośni. Krzyczą nawet, gdy są metr od siebie i nie potrafią szeptać.
Różnica jest jednak taka, że osoba, którą w taki sposób „podsłucham” sama sobie jest winna, bo wie kto jest obok, i wie, czy ją słyszy. Niestety, nasz telefoniczny rozmówca włączony na zestaw głośnomówiący, często o tym nie ma pojęcia i nie wie, do kogo jeszcze trafiają jego wynurzenia, czasem nawet te najbardziej intymne.
I to jest straszne, bo często mówi rzeczy, które chciał powiedzieć tylko koledze/znajomemu/przyjacielowi, tymczasem oznajmił połowie pasażerów tramwaju.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Tłusty Czwartek? Czegoś takiego jeszcze na pewno nie próbowaliście



