Tłusty Czwartek? Czegoś takiego jeszcze na pewno nie próbowaliście

fot. Pixabay

Tutaj występuje siedem dni w tygodniu. Pod postacią ciastek, budyniów, kremów, churrosów, a nawet… dosładzanej przez dziecko lanej czekolady. Hiszpanie Tłusty Czwartek świętują codziennie, choć wcale na to nie wyglądają – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Niezmiennie bawi mnie część Polaków, którzy na Tłusty Czwartek czekają 365 dni. Stoją w kolejkach pod cukierniami, wrzucają do żołądka 10 pączków i wmawiają sobie, że ten jeden dzień w roku to wszystko wolno.

Ja tam zawsze wolałam zabawić się w to obżarstwo dzień przed lub dzień po. Mam wrażenie, że wówczas pączki nie są gorsze, a wręcz przeciwnie – lepsze, bo nie były wyrabianie masowo. I nie trzeba po nie czekać godzinę, tylko dostępne są od ręki.

A do tego zamiast Tłustego Czwartku urządzałam sobie Tłusty Tydzień. Z tą różnicą, że nie wcinałam 10 pączków jednego dnia, żeby pod wieczór odbijało mi się tłuszczem, który wówczas przypomina już łój. Nie, wolałam jeść po dwa pączki dziennie, ale przez 5-6 dni. Smaczniej i podobno mniej tucząco.

Ale trudno – co człowiek, to charakter. Co charakter, to inne przyzwyczajenie.

Ciągle zaskakują mnie jednak Hiszpanie, którzy codziennie fetują jakiś dzień na tłusto, a przynajmniej na słodko. Na śniadanie croissant lub churros, czyli coś jak pączek, tylko bez nadzienia i wyglądający jak podkowa. Później, jeśli dzień jest ciepły (a na ogół jest), wjeżdżają lody. Po obiedzie obowiązkowo też coś słodkiego, bo każdy zestaw obiadowy wyposażony jest właśnie w deser lub kawę. A jeśli kawa, to oczywiście z dużą ilością cukru.

Cóż, do takich widoków idzie się przyzwyczaić. Z pamięci nie mogę jednak wymazać jednego obrazu – dziecko, na moje oko 4-letnie, otrzymało w kawiarni gorącą czekoladę. I co zrobiło? Pozbierało saszetki z cukrem od rodziców, poprosiło kelnera o jeszcze jedną, a następnie ich zawartość wylądowała w filiżance.

Wyobrażacie sobie? Pączek przy tym to nic. Może tłuszczu tu niewiele, ale ile cukru ???!!! Przecież sama czekolada to bomba, a tam wylądowało jeszcze z sześć łyżeczek cukru (po ok. dwie w każdej saszetce).

Najlepsze w tym wszystkim, że po Hiszpanach nie widać tej miłości do słodyczy. Może więcej się ruszają, może mają inną przemianę materii, ale mam wrażenie, że jeśli któryś naród powinien wstydzić się tuszy, to niestety my, a nie oni…

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Zobacz także