– Nie ma chyba recepty na idealne święta. Ja znalazłam się jednak blisko absolutu, wyznając zasadę: „nie daj się wcisnąć w ramy polskiej tradycji” – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.
Święta w Polsce to dziwny czas. Hiszpanie dziwią się, że nasza lista przed- i okołoświątecznych obowiązków jest aż tak długa. Tymczasem co za problem wziąć ją do ręki i wykreślić rzeczy, które nam nie pasują?
Dla wujka miejsce już nie ma
„Nie pozwólmy, by świąteczne zasady rządziły człowiekiem, a nie człowiek zasadami” – to chyba jedyna bożonarodzeniowa zasada wyznawana w mojej rodzinie. Oczywiście – mamy choinkę, dzielimy się opłatkiem, składamy życzenia. Ale nic na siłę!
Przykład? Przez lata zapraszaliśmy na Wigilię pewnego wujka i akurat tego dnia wszystko było super. Łzy, przeprosiny, obietnice. Ale ledwie mijał Nowy Rok i z wujkiem od nowa było to samo. W końcu powiedzieliśmy „dość!” i wujek zaproszony nie został. Gdyby przyszedł, to pewnie znalazłoby się wolne miejsce przy stole, ale daliśmy mu jasno do zrozumienia, że w pewnym momencie przesadził.
Albo Pasterka – przez lata babcia terroryzowała wszystkich, że o północy trzeba być w kościele. Pełne brzuchy, klejące się oczy i masz gdzieś iść? O nie, w pewnym momencie doszło do buntu i jeśli ktoś nie ma ochoty iść na Pasterkę, to do kościoła wybiera nazajutrz lub wcale.
Kompot z suszu? Wolne żarty
A wiecie, co na ogół robimy w Wigilię? Gdy skończymy jeść (oczywiście nie 12 potraw, choć tak nakazuje tradycja), to na stole lądują alkohole. Gadka się klei, jest dużo śmiechu, wspomnień, wszyscy świetnie się bawią. Można się rozejść, można iść do kościoła, ale można też rodzinnie poimprezować. Choć – jak wiadomo – na wigilijnym stole mile widziany jest kompot z suszu, a nie wino czy wódka. Tylko kto by się tym przejmował? U nas jak kompot się pojawia, to raczej w roli tzw. przepojki.
Urządźmy sobie święta po swojemu. Gdy jest czas na doznania duchowe, oddajmy się im. Ale gdy zdarza się okazja napić z wujkiem, który na co dzień mieszka tysiące kilometrów dalej, to z niej skorzystajmy.
Do tego Was gorąco zachęcam, wówczas święta na pewno będą wesołe. A właśnie takich wszystkim moim Czytelnikom z całego serca życzę!
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).



