Szybkie fakty

Kategoria Krakówek
Data 27 kwietnia 2017
Czytanie ~3 min
Krakówek · 27 kwietnia 2017 · 3 min czytania

„A gdyby tak…”: Koniec smrodu! Psia kupa ma kosztować 900 zł + VAT

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 10.05.2017 Lokalizacja: Kraków

Ile razy w Krakowie w nią wdepnąłeś? Albo zamiast budzącej się wiosny w powietrzu czułeś właśnie ją? W Krakowie są miejsca, gdzie – przepraszam za dosłowność – wali gównem, że aż skręca. W Hiszpanii z tym problemem sobie jednak poradzili – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

W Krakowie tego nienawidziłam. Pierwsze wiosenne słońce, pierwszy spacer bez puchowej kurtki, pierwsza zieleń na drzewach. I kupy, setki kup. Wyłażące, atakujące z każdego skwerku, wnikające w nozdrza jak najgorsza trucizna.

Przesrane życie

Piękna krakowska wiosna całkowicie zapaskudzona przez jakiegoś idiotę, który pieska chętnie kupi, na spacer też wyprowadzi, ale posprzątać to już beeee. Gdy widziałam takich delikwentów, to całkowicie rozumiałam Marka Kondrata, który w „Dniu Świra” zachował się tak:

https://www.youtube.com/watch?v=wCyhy4JUGMg

Albo faceta z USA, który rzucił odchodami właścicielkę pieska, z czego śmiali się później internauci na całym świecie. Zasada powinna być bowiem prosta – nie sprzątasz po zwierzaku, nie masz prawa go wyprowadzać w miejscu publicznym. Wtedy piesek będzie załatwiał się w domu i pan albo będzie miał gówniane i przesrane życie, albo złapie nawyk sprzątania odchodów.

Nie sprzątasz kupy, nie masz konsoli

W Hiszpanii jestem od listopada i dalej mam paskudny nawyk patrzenia, co właściciele robią z odchodami swoich piesków. I wiecie co? Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto w pogotowiu nie miałby woreczka czy szufelki (często pudełeczka z nimi są na stałe przytwierdzone do smyczy). Nikogo! Każdy, dosłownie każdy momentalnie sprząta po swoim psie! Oczywiście problem nie jest do końca rozwiązany, bo gdzieniegdzie można spotkać przykrą niespodziankę, ale albo jest ona pozostawiona pod osłoną nocy, albo przez bezpańskiego psa.

Hiszpanie bardziej dbają o praktyczną i estetyczną część miasta, ale najbardziej chyba jednak o… swoją kieszeń, bo tu bezwzględna kara za pozostawienie przykrej niespodzianki po pupilu to 200 euro, czyli ok. 900 zł. I to nie „do 200 euro” lub „100 euro za kupę, 100 za brak woreczka”, tylko bezwzględnie 200 euro. Nie sprzątnąłeś, od razu płacisz równowartość połowy nowego telewizora, całej lodówki lub konsoli do gier. Bez upomnień, błagań, licytowania mandatu – 200 euro, inaczej odwiedzi cię komornik.

By jednak wyplenić plagę bezmózgich właścicieli czworonogów, w Polsce proponowałabym 200 euro plus VAT, a najlepiej plus VAT wynoszący 100 proc. (tak, na potrzeby walki ze śmierdzielami proponuję wprowadzić taki podatek).

Śmiech z Iksińskiego

Ale pieniądze to nie wszystko, bo w Hiszpanii bardzo popularne są wybiegi dla psów. Nie kawałek łąki w Nowej Hucie, skwerek na Prądniku Białym czy zaanektowany przez psy fragment Błoń, ale specjalnie wydzielony duży teren, na którym panują określone i ściśle przestrzegane zasady. W tym ta najważniejsza – sprzątanie po psie.

„Wybieg” dla psów / fot. Foter.com

I przestrzegają ją wszyscy, też ze względu na społeczną presję. No bo skoro kupę do woreczka wrzuca Rodriguez i Gomez, to czemu ma tego nie robić Martinez? A w Krakowie? Nowak z Kowalskim nie dość, że kupsko zostawią na środku skweru, to jeszcze śmieją się z Iksińskiego, gdy ten sięga do kieszeni po woreczek.

Taniec w miejscu pamięci

Hiszpańskie wybiegi dla psów to nie tylko spory kawał ziemi pokrytej trawą, ale często fragment pięknego parku, o który aż chce się dbać. To tutaj starsze panie spacerują z psami, a dzieci organizują im… miejsca pamięci. Nie, nie jakieś dziwne cmentarze dla psów, ale  specjalne miejsca takie jak np. olbrzymie drzewo, na którym wiszą tysiące kolorowych wstążek i tasiemek, na których zapisane jest imię psa i kilka słów od jego właściciela.

I gdy zawieje wiatr zaczyna się urokliwy taniec tysięcy wielobarwnych wstęg. A teraz wyobraźcie sobie, co by się stało, gdy ten wiatr zawiał w podobnym miejscu w Krakowie…

Marta

zdjęcie tytułowe Foter.com

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

„A gdyby tak…”: Zdradzona w Krakowie! Konsekwencje nie mogły być inne

Reklama