Szybkie fakty

Kategoria Krakówek
Data 13 kwietnia 2017
Czytanie ~4 min
Krakówek · 13 kwietnia 2017 · 4 min czytania

„A gdyby tak…”: W Krakowie nabawiłam się fobii przed zboczeńcami

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 10.05.2017 Lokalizacja: Kraków

W Krakowie wynajmowałam kilka mieszkań. Było np. maleńkie na Podgórzu, gdzie co wieczór byłam świadkiem miłosnych uniesień. Ale i tak miałam szczęście, bo bliska znajoma w Krakowie wynajęła mieszkanie od… zboczeńca. Miły, uśmiechnięty, ale zboczeniec. Dlatego do poszukiwań lokum w Hiszpanii podchodziłam z wielką ostrożnością – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla Krknews.pl porównuje życie w obu miejscach.

„Kawa i kupa jednocześnie – cóż za oszczędność czasu” – to wpis pod zdjęciem mieszkania na kapitalnym fanpage’u „Ch… mieszkania do wynajęcia”. Oj, czego tam nie ma:

– mieszkanie z ubikacją w kuchni

– pokój z adnotacją „oferta wyłącznie dla sympatyków PiS”

– łazienka z sedesem znajdującym się na podwyższeniu, do którego prowadzą trzy schodki

– bardzo praktyczna łazienka, bo z dwoma sedesami

– albo tzw. mieszkania elitarne, bo urządzone w piwnicy, gdzie sufit znajduje się na wysokości 160 cm.

Piękne, po prostu designerskie Himalaje.

Miły, uśmiechnięty, ale zboczeniec

W Krakowie wynajmowałam kilka mieszkań. Było maleńkie na Podgórzu, gdzie co wieczór byłam świadkiem miłosnych uniesień (ale tylko uszami, nie oczami). Było też w okolicach centrum – z pięknym ogrodem,  ale sąsiadem wariatem, który groził wezwaniem policji, gdy po godzinie 23 usłyszał jakikolwiek szmer (w końcu groźbę zrealizował, gdy pewnego dnia współlokator nie wytrzymał i grzecznie oznajmił mu: „Odpier… się pan wreszcie!”). Była też babcia, która raz dziennie chętnie sprawdzała stan mojego pokoju. Oczywiście pod moją nieobecność…

Ale i tak miałam szczęście, bo bliska znajoma w Krakowie wynajęła mieszkanie od… zboczeńca. Miły, uśmiechnięty, ale zboczeniec. Facet w łazience zainstalował jej małą kamerę, którą kiedyś przypadkowo odkryła. Sprawa skończyła się w sądzie, bardzo nieprzyjemnym procesem. Byłam jego świadkiem i do dziś jej współczuję.

Coś strasznego, dlatego nie dziwcie się, że dziś pierwszą rzeczą jaką robię przy wynajmowaniu mieszkania, jest sprawdzenie łazienki w poszukiwaniu kamerki. Niestety, to już fobia.

Zaradni Ukraińcy 

W Krakowie psychicznie wymiękłam nie tylko z powodu szukania mieszkania, ale miasta w ogóle, więc dziś żyję sobie w Hiszpanii. Tu także musiałam zmierzyć się z bezwzględnym rynkiem nieruchomości. I żeby nie było wątpliwości – też zaczynałam od sprawdzania łazienki.

Najpierw zorganizowałam mieszkanie na tydzień, by zrobić z niego bazę wypadową do poszukiwania czegoś na kilka miesięcy. Okazało się, że to chwilowe lokum wynajęłam od Ukraińców, których w Hiszpanii jest wielu. „Czemu przyjechaliśmy? Bo tu jest taniej niż w Kijowie” – opowiadali, a następnie zaczęli chwalić się swoimi czterema już mieszkaniami. Pracować nie muszą, zarabia na nich wynajem.

Kolejne mieszkania

Później zaczęło się poważne szukanie. To znaczy ja szukałam na poważnie, a niektórzy robili sobie jaja.

Mieszkanie 1 – Carlos z Madrytu wysłał swojego przedstawiciela. Nie ma go 5 minut, 10, 15. Luz, w końcu to Hiszpania. Po pół godziny dalej ani śladu. Carlos przeprasza, ustalamy drugi termin. Znów czekanie, znów wszystko na nic. Carlos znów przeprasza i proponuje termin trzeci. On proponuje, ja mu z góry dziękuję.

Mieszkanie 2 – piękny widok na morze, ale cena dość wysoka (jakieś 650 euro za miesiąc). I ten pan wynajmujący, który żył chyba w przekonaniu, że w Polsce po ulicach biegają białe niedźwiedzie. Wytłumaczył po co lodówka, jak działa zmywarka, jakie zalety mają poszczególne półki. Ale na pytanie o internet zbaraniał. Hasła do wifi nie znał, szybkości też nie i w ogóle nie był w stanie wskazać, która sieć jest jego (o ile w ogóle któraś). Pożegnaliśmy się, mieszkanie pod rozwagę.

Mieszkanie 3 – 550 euro, choć właściciel mówił, że mam szczęście, bo latem bierze za nie 2000. A mi jakby ktoś dał te 2000, to nie wiem, czy bym tam zamieszkała. Smród papierosów, szczeliny w oknach na dwa palce. Co prawda sedesu w kuchni nie było, ale gdyby był, to bym się nie zdziwiła. Tak wygląda mieszkanie w Hiszpanii, kraju zachodnim, rozwiniętym…

Później obejrzałam jeszcze dwie podobne nory, trzy mieszkania przyzwoite, ale bez szału, aż w końcu trafiłam na Pedro. Mieszkanie czyste, przestronne, cena 600 euro (z wszystkimi rachunkami) i przede wszystkim jego podejście.

„Jeśli ci się podoba, to na pewno się dogadamy” – zapewniał. W kilka dni załatwił szybki internet, odkurzacz, dodatkowe naczynia i mopa. Nie wziął mnie na casting, nie przepytywał, nie zainstalował kamerki pod prysznicem (przynajmniej jej nie znalazłam).

Długi weekend lub długie wakacje

600 euro, czyli kilkaset złotych więcej niż płaciłam za wynajem mieszkania w Krakowie, ale za to słońce w zimie, morze na wyciągnięcie ręki, Hiszpanie na każdym kroku. Kilkaset złotych płacisz czasem za długi weekend, a ja za tę kasę urządziłam sobie  dłuuuuugie wakacje.

Marta

zdjęcie tytułowe Foter.com

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

„A gdyby tak…”: Zdradzona w Krakowie! Konsekwencje nie mogły być inne

Reklama