To absolutnie fenomenalne i magiczne miejsce. Czy Kraków na takie stać? [wideo]

fot. screen z YouTube

Z zewnątrz nic nie zapowiada tego, co zaraz się wydarzy. Nic, oprócz setek turystów, którzy właśnie za moment zobaczą niesamowity pokaz – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Przeprowadzka do Hiszpanii ma wiele plusów, a jeden z nich jest taki, że bliżej stąd do Francji – krainy zupełnie innej, bardziej eleganckiej i skrywającej takie cuda jak Carrieres de Lumieres.

W jednej z francuskich wiosek znajduje się wielka jaskinia. Ktoś mógłby brać 1 euro i pokazywać ją turystom, ale zamiast tego urządził tam show, za które bierze 12 euro.

Bez upiększeń

Do rzeczy. To miejsce poświęcone braciom Lumierre, choć to nie jest bardzo istotne. Najważniejsze, że na ścianach, podłodze i sklepieniu wyświetlane są różne animacje, na ogół dzieła wielkich malarzy.

Dość opowieści, rzućcie okiem:

Najpierw martwa natura w akompaniamencie muzyki poważnej, za moment grafiki dla dzieci w rytmie muzyki disco, a na koniec największe arcydzieła, do których nie mogło pasować niż innego niż „Stairway to heaven” Led Zeppelin.

Spacerujesz, oglądasz każdy szczegół, palec bohatera obrazu wyświetlany na ścianie jest większy od człowieka, a do tego kapitalne brzmienie połączone z echem. Piękno, gigantyzm, kapitalna muzyka. Nawet jeśli wizyty w muzeum po pięciu minutach wywoływały u Ciebie niekontrolowane ziewnięcia i mimowolne zerknięcia na zegarek, to stamtąd po prostu trudno się wyrwać.

Obok tego kawiarnia, gdzieś z boku scena, na której wyświetlana jest historia braci Lumiere. A wszystko w ogromnej jaskini. Jaskini, rozumiecie? Czyli surowe wnętrze, bez żadnych upiększeń. Jedyne potrzebne sprzęty to wyświetlacze i głośniki wwiercone w ściany. Tyle, nic więcej.

Co na to Kraków?

I teraz pytanie – może jest gdzieś w Krakowie lub w okolicach jakieś zapomniane miejsce (bo raczej nie jaskinia), które mijacie codziennie i oczy aż bolą od jego surowości? Stary silos, bunkry, podziemia, hale?

Chodząc po jaskini myślałam, jakie to świetne – zaadoptowane surowe miejsce, które na pewno na siebie zarabia, jest wielką atrakcją turystyczną, a do tego edukuje mieszkańców i turystów. A do tego się nie nudzi, bo muzyka i prezentowana dzieła co jakiś czas są zmieniane.

To co, widzicie w okolicach Krakowa miejsce na coś podobnego?

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. screen z YouTube

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Istnieje miejsce, gdzie w pracy zamiast „kur.. mać” mówi się „motyla noga”

Zobacz także