Ceny w Krakowie powariowały! Może czas skorzystać z hiszpańskiego rozwiązania?

Rynek Główny / fot. Foter.com

Pod tym względem Kraków może i jest ekstrawagancki, ale strasznie smutny. Sprawdzamy oszczędności, wybieramy dzień, przygotowujemy się i jest! – możemy się uroczyście wybrać na śniadanie w kawiarni. Tymczasem w Hiszpanii mam to na co dzień, bo ceny nie zwariowały, a ludzie potrzebują się spotkać, choćby przy zwykłym toście i kawie – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Piszę ten tekst siedząc w jednej z nadmorskich kawiarenek. Pod stopami piasek, w uszach szum morza, a słońce złośliwie zaczyna świecić w ekran laptopa. Piszę, przegryzając śniadanie. Luksus? Powód do zazdrości? Ekstrawagancja?

Nic z tych rzeczy, Drodzy Czytelnicy, bo to wszystkie kosztuje mnie zdecydowanie mniej niż Was śniadanie w norze w okolicach zatłoczonej Karmelickiej, spożywane w oparach smogu i przy stojących w korku samochodach. Nie o okoliczności przyrody tu jednak chodzi, ale o koszty.

Droga „biedowersja”

Już kiedyś pisałam, jaka jest przepaść między polskimi a hiszpańskimi cenami. Dziś jednak po raz kolejny zastanawiam się, co ważniejsze – ekskluzywność wyjścia na śniadanie czy jednak możliwość korzystania z mniej wyszukanego posiłku, ale jednak znacznie częściej i w znacznie milszych okolicznościach.

Oho, przyszedł kelner. Nie jakiś piękniś w garniturze, tylko facet w koszulce polo. Mnie to nie przeszkadza, szczególnie, że przyniósł mi rachunek na… 2,1. 9 zł – oto cena śniadania z kawą!

A teraz jedziemy z Krakowem. Kazimierz, Rynek. Śniadanie kontynentalne, angielskie, słodkie, słone, naleśniki – kolorowo jak na marszu równości. Szkoda tylko, że z tej plejady może skorzystać raz w miesiącu. Bo, najnormalniej w świecie, przeciętnego krakowianina nie stać na jedzenie w takich okolicznościach codziennie.

Śniadanie to co najmniej 20 zł, kawa kolejnych 6-8. I to jest „biedowersja”, bo w droższej kawiarni zapłacicie i ponad 40 zł. 40 zł, czyli blisko 10 euro, podczas gdy ja zapłaciłam 2,1. Wiem, że nie podano mi tego śniadania na pięknej zastawie, z ukłonami i ustawowym uśmiechem, ale za takie jedno ekskluzywne wyjście, ja tutaj mam wyjść pięć. A jak weźmiecie pod uwagę różnicę w zarobkach, to i z dziesięć wyjdzie.

Pomysł na biznes?

Dlatego dochodzę do wniosku, że coraz mniej chodzi tu o mentalność czy ciągłe słońce, ale kluczem mogą okazać się ceny. Bo Hiszpanie wolą codziennie jeść biednie wyglądającego tosta z pomidorami, ale cieszyć się morzem, plażą i swoją obecnością, niż raz na ruski rok pozwolić sobie na ekstrawagancję w postaci… śniadania.

A może ktoś to przeczyta, i gdy wrócę, zjem śniadanie w przyjemniej lokalizacji i przyjemny miejscu w Krakowie za np. 6 zł?

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Duma z krakowian! Czuć magię świąt, robicie niesamowite rzeczy!

Zobacz także