Ciężki szok! W Krakowie da się aż tak przyjemnie żyć?!

Rynek Główny / fot. Foter.com

– „Praktycznie i sympatycznie” – odpowiedział znajomy, gdy spytałam o życie w Krakowie. I opowiedział mi o jednym dniu swojego życia. Szczerze? Jestem w ciężkim szoku – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Patrzę na Was z dystansu (choć niektórzy twierdzą, że z góry) i zaczynam myśleć jak szczęśliwy południowiec. Dlatego tym bardziej zaskoczyła  mnie opowieść przyjaciela, który pod Wawelem żyje na co dzień.

– Jak ci tam? – zagadnął pewnego dnia.

No i zaczęłam o słońcu, morzu, winie, przyjaznych ludziach. Czyli o tym, o czym Wam co tydzień piszę, a Wy co tydzień mnie hejtujecie. Trudno, trzeba to przeżyć, by zrozumieć.

Później ja grzecznościowo spytałam, jak ci się żyje w tym Krakowie. Na co bez zastanowienia wypalił: „Bardzo praktycznie i sympatycznie”.

– Jak to? – zaczęłam dopytywać, raczej z grzeczności niż zainteresowania.

– Słuchaj, dam ci przykład, co dziś robiłem – odpowiedział i zaczął historię:

„Miałem wstać o 6, ale trochę mi się nie chciało, więc poleżałem do 6.30. Często tak robię, bo w pracy nie ma sztywnych godzin przyjścia, należy być między 7 a 10. Tym razem spieszyłem się jednak bardziej, bo na 8 miałem umówionego lekarza. Tak, u nas są już prywatne przychodnie i nie trzeba ustawić się w całodniowej kolejce. Umawiasz się na daną godzinę i to przez internet.

Do lekarza miałem mogłem jechać tramwajem lub autobusem, ale była ładna pogoda, więc wskoczyłem na rower. To zaledwie 3 km, a czego jakieś 2 km ścieżką rowerową, więc jedzie się przyjemnie. Jeszcze nie idealnie, ale przyjemnie. Pod przychodnią masz stojak, nie musisz szukać miejsca parkingowego.

Sprawę u lekarza załatwiłem w kwadrans, więc o 8.15 było już po wszystkim. Do pracy nikt mnie nie gonił, a miałem jeszcze parę swoich spraw do załatwienia, więc wskoczyłem na śniadanie do pobliskiego biurowca. Wiem, że drogo nie jest, zapłaciłem 12 zł z kawą. Kiedyś ta kwota może by mnie zniechęciła, ale dziś w Krakowie to w godzinę tyle zarabia pracownik fizyczny.

Później 8 godzin w pracy. Robota jak robota, zależy jak trafisz, ale tak jest chyba wszędzie. Później siłownia, których w Krakowie coraz więcej. Karnet miesięczny można mieć już ponoć za 50 zł. Ja nie płacę nic, z pracy mamy takie specjalne karnety.

Po siłowni knajpka na Kazimierzu, ale to już doskonale znasz. Zmieniło się tylko to, że można tam dojechać rowerem miejskim lub hulajnogą elektryczną i wrócić komunikacją. Nie boisz się ani o kradzież twojego roweru, ani o to, że na po 3 piwach złapie cię policja.

W domu na dobranoc jakiś serial, ale nie w telewizji, szkoda czasu na reklamy. Lepiej odpalić komputer, mam wykupiony dostęp do jednej z platform internetowych. Tak, dziś na to też mnie stać. Na to i na wiele więcej”.

Koniec, kropka, ciężki szok. I na koniec pytanie do Was: rzeczywiście tak jest czy tylko mnie wkręcał?

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Świetne wieści z krakowskiego rynku pracy. 10 tys. zł to dla nich za mało!

Zobacz także