Świetne wieści z krakowskiego rynku pracy. 10 tys. zł to dla nich za mało!

fot. Pixabay

– Z państwa, gdzie urzędy dla bezrobotnych do granic nabite były ludźmi, staliśmy się krajem, gdzie każdy nieleniwy i niezbyt często pijący, robotę znajdzie – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Gdzie nie zapytam, tam w Krakowie potrzebują rąk do pracy.

Znajomy właściciel restauracji:

– Dobrego kucharza szukaliśmy z pół roku, na rynku wciąż te same nazwiska.

Właściciel firmy budowlanej:

– Teraz to już nawet Ukraińców brakuje. Niewiele potrafią, dostają po kilkanaście złotych za godzinę, a i tak przyjść nie chcą. Do Niemiec pojechali.

Kumpel szukający kogoś do sprzątania:

– Chciałem, żeby jakaś pani raz w miesiącu u mnie ogarnęła. Wzięła 12 zł za godzinę, ale wątpię, czy w ogóle odkurzacz włączyła. Ale zostawiłem ją, nikogo lepszego nie ma.

Do tego znajomy informatyk, który właśnie zmienia pracę, bo obecna „już mu się nie podoba, poza tym słabo płacą”. Zmienia, choć teraz na rękę dostaje 10 tys. zł!

Oprócz tego rozejrzyjcie się po sklepach, kawiarniach, pizzeriach. Wszędzie: „Przyjmę do pracy sprzedawcę / kasjerkę / kierowcę”. Słowem – eldorado dla pracownika.

Z państwa, gdzie urzędy dla bezrobotnych nabite były ludźmi do granic, staliśmy się krajem, gdzie każdy nieleniwy i niezbyt często pijący, robotę znajdzie.

I to jest piękne w porównaniu z Hiszpanią. Ostatnio była tu niemal euforia, bo bezrobocie spadło do 14 proc. Tymczasem w Polsce wynosi ono… 3,5 proc! Rozumiecie? W Hiszpanii roboty nie ma co 7 osoba, a w Polsce co ok. 29!

Południowcy niby dalej się uśmiechają, całe dnie spędzają na piwie i czerpią z życia garściami, ale jednak temat braku pracy wdziera się w ich życie.

Ten nie może jechać na weekend, bo musi pracować. A jak pracować nie będzie, to są tysiące chętnych na jego miejsce, Ktoś inny zostanie po godzinach, żeby nie podpaść. O urlop też rzadko proszą, a przeziębienia boją się jak zarazy, bo 

Tak, nie tylko słońce wpływa na samopoczucie, ale – w dużej mierze – także praca. A że teraz w Polsce macie słonecznie, pracy nie brakuje, to być może właśnie przychodzi ten czas w roku, gdy to nasz kraj staje się ziemski eldorado?

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Psychiczny terror krakowskich rodziców. Czasem to już gruba przesada!

Zobacz także