Cios dla krakowskiego kibola! A jednak się da…

Facebook / Armia Białej Gwiazdy

W Hiszpanii nie da się nie oglądać tak ważnych meczów, jak Liga Mistrzów. Jednak zamiast patrzenia na kopiących piłkę, dużo bardziej pociąga mnie obserwowanie kibiców. Nie „Miśków”, półmózgów, czy dresiarzy, ale prawdziwych fanatyków – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Śledzę to, co dzieje się wokół krakowskiej piłki. Mniej interesuje mnie czy Wisła będzie nad Cracovią lub na odwrót. Raczej wolę patrzeć jaki wpływ ma piłka na otoczenie.

Łzy fanatyka

A ostatnio okazało się, że wpływ ma wielki. Jakieś bojówki, mafiosi, „Misiek” współpracujący z policją. To wszystko sprawiło, że stałam się świadkiem dyskusji o poświęceniu kibiców względem klubu. Jedni piszą, że flagi muszą być. A skoro flagi, to te z rekinem. I że nowy zarząd Wisły chce wygonić ze stadionu fanatyków, absolutnie zakazać palenia rac itd.

Według piszących te słowa żaden klub bez fanatyków nie ma prawa przetrwać. I może mają rację, tylko oglądając relację z Ligi Mistrzów zastanawiałam się – czy naprawdę trzeba wyzywać rywali i palić race, by być fanatykiem?

Przecież ci płaczący kibice drużyn grających w półfinale Ligi Mistrzów to fanatyzm w czystej postaci. Nie mieli wroga w fanach zespołu przyjezdnego, tylko dopingowali swoich. I tylko to ich interesowało. Nie bojówki, flagi, race. Tylko mecz. Mecz, po którym jedni płakali ze szczęścia, drudzy z rozpaczy.

I w czym niby oni są gorsi od tych, co palą race? Więcej – za tych bez rac klub nie płaci kar. Za tych drugich – owszem. U nas jednak przyjęło się, że jak ktoś łamie prawo dla klubu, to jest fanatykiem. Tylko kto mu to każe robić? Po co to robi? Chyba tylko po to, by zaimponować kolegom. Klub często ma w głębokim poważaniu.

Kibolu! Zrób coś więcej niż wyzywanie

A w Hiszpanii? Kibic często płacą wysokie składki, by wspierać klub. Nie, nie karnety, które dają wstęp na mecze i rozchodzą się jak świeże bułeczki, ale normalne składki, które dają udział w tzw. socios.

Może w Polsce jeden fanatyk z drugim wziąłby jakieś dwie dodatkowe godziny roboty dziennie i w ten sposób zarobione pieniądze przekazał na klub? Nie na popijawę przed meczem z kolegami czy spray, którym na murach obrazi inny zespół. Nie, wytyra się, dokona wielu wyrzeczeń i całość dodatkowej pracy przeznaczy na klub.

I co? Kto tu jest fanatykiem?

Marta 

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Kraków stanął na głowie! Ten zbieg okoliczności zdarzał się raz na 100 lat, a jak będzie teraz?

Zobacz także