Grabież w biały dzień! Właśnie tak się zniechęca turystów…

fot. Pixabay

Ej, Wy, którzy co tydzień szydzicie z mojej miłości do Hiszpanii. Siądźcie wygodnie w fotelach, zapnijcie pasy i uważajcie, bo dziś cały Wasz świat wywróci się do góry nogami – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Kocham Hiszpanię. Jest przyjazna, ludzie uśmiechnięci, a słońce i długi dzień nie pozwalają popaść w marazm i melancholię. Ale nie kocham jej miłością bezkrytyczną, o czym dziś się przekonacie.

„Dziękuję” to za mało

Nawet najpiękniejszy dzień i najpiękniejsze okoliczności przyrody jest w stanie zepsuć człowiek. Znacie to?

Opalacie się na plaży, ale obok rozkładają się dziewczęta, które myślą, że potrafią śpiewać jak Rihanna i dają temu wyraz. Albo jecie kolację na zboczu pięknej góry, ale obok przysiada się pan, który co 5 sekund głośno pociąga nosem, jakby liczba decybeli miała świadczyć o jego męskości. Słowem – wszystko da się obrzydzić.

I temu panu w sklepie rowerowym też się udało. Wybrałam się na cotygodniową wycieczkę z moim kilkuletnim siostrzeńcem. Tradycyjnie przejazd wybrzeżem, potem wąwóz, następnie piękny park. Później znów brzegiem morza mieliśmy wrócić do domu, ale w tym momencie okazało się, że siodełko w siostrzeńca rowerze obniżyło się. I to tak bardzo, że dalsza jazda sprawia dziecku ból w nogach.

Cóż, prosta sprawa – podnieść siodełko, dokręcić śrubkę i w drogę. Na szczęście tuż obok był sklep rowerowy. Zbawienie! Weszłam, panowie uśmiechnięci. Wiele nie robią – sezonu nie ma, więc raczej nuda. Ja też uśmiech i prośba: „Dokręcicie śrubkę?!”. Znów uśmiechy, jakbym panom właśnie urozmaiciła nudny dzień. 10 sekund na znalezienie klucza, 10 na dokręcanie i gotowe. I dalej uśmiechy.

Znów śmieją się oni, znów śmieje się ja, a teraz także szczęśliwy siostrzeniec. „Dziękuję bardzo” – mówię i zaczynamy odchodzić. W tym momencie uśmiech z ust pana serwisanta nie zniknął, ale wycedził: „Nie, dziękuję nie wystarczy. Należą się 2 euro”.

1020 złotych na godzinę

U mnie początkowo szok, ale też błyskawiczna reakcja – oczywiście, już płacę. Pan pakuje monetę do kieszeni (równowartość 8,5 zł – nieźle jak na 30 sekund roboty, na godzinę daje to 1020 zł) i znów uśmiech. O paragonie oczywiście nie ma mowy, ale za to dalej jest uśmiech. Uśmiech, który chętnie bym siłą z tej twarzy starła…

Powiem tak – w Polsce nigdy nie proponuję pieniędzy, gdy ktoś wyświadcza mi taką drobnostkę. Tzn. kiedyś proponowałam, ale jak ktoś 10 razy powiedział: „chyba pani żartuje”, to przestałam. A teraz? W tak przyjaznym kraju? Wśród tak życzliwych i uśmiechniętych ludzi?

Niestety, ale właśnie w taki sposób psuje się dobre wrażenie. Na szczęście za dużo w Hiszpanii widziałam, by zepsuło to mój stosunek do Hiszpanów. Co jednak, jeśli ktoś na takiego Hiszpana trafi już pierwszego dnia pobytu w tym pięknym kraju?

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Ceny w Krakowie powariowały! Może czas skorzystać z hiszpańskiego rozwiązania?

Zobacz także