Jacek Majchrowski marszałkiem województwa małopolskiego?!

fot. DrabikPany via Foter.com

W przypadku tak dobrego wyniku, wybór obecnego prezydenta Krakowa na marszałka województwa jest oczywisty i wydaje się być przesądzony. Co więcej, ten manewr może dzisiejszej opozycji się udać, bo ludzie w dużych miastach, bardziej niż mitycznych układów, mogą wystraszyć się hegemoni PiS-u – pisze nasz publicysta Kazimierz Krakowski.

Ofensywa samorządowa PiS-u nabiera tempa. Premier Kaczyński w każdy weekend odwiedza struktury swojej partii w różnych częściach Polski. Wyraźnie widać, jak koncentruje szturmowce do ostatecznej rozprawy z rebelią w naszej małej galaktyce.

Taktycznie, świetne posunięcie, w każdy weekend w innej części Polski poznajemy kolejny mały element układanki pod nazwą wybory samorządowe. W ten sposób premier Kaczyński doskonale stopniuje napięcie samorządowców którzy później z wypiekami na twarzy analizują każde jego zdanie, rozbierają je na czynniki pierwsze, sylabizują, próbując scalić elementy tej układanki.

Sami zadają sobie pytania i sami na nie odpowiadają, czy wybory samorządowe będą w tym czy w przyszłym roku. Jesienią 2017 czy wiosną 2018. A może Jarosław Kaczyński zmieni zdanie i zamiast jesienią 2018 zagra wszystkim na nosie, jak to ma w zwyczaju, i nie skróci, a wydłuży kadencję i wybory będą wiosną 2019 roku? Skończy się odwieczny lament, że nowy włodarz nie układa budżetu tylko realizuje pomysły poprzednika (tak, jakby nie mógł tego budżetu zmieniać). A może zlikwiduje rady powiatów i starostów będzie mianował wojewoda (to sensowna zmiana, bo – jak myślę – 75 procent obywateli nie wie, co to rada powiatu lub starosta – i, o dziwo, bez tego żyją). A to jeszcze sekretarzy województw też będzie powoływał wojewoda, a marszałkowie stracą wpływ na obsadę urzędów. Można by tak mnożyć w nieskończoność te plotki, ploteczki, gdzieś tam zasłyszane newsy.

Przeczytaj także:

Polityk PiS: Dwukadencyjność tak, ale nie w Sejmie

Jedno jest pewne. Premier Kaczyński na pewno rozważa wprowadzenie dwukadencyjności dla obecnych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Oczywiście, nie będzie to przepis, który zablokuje ich ponowy wybór dopiero za dwie kadencje. Nawet nie sądzę, że dopuści formułę: obecną kadencję liczymy jako pierwszą i dopiero kolejna będzie drugą. Tu chyba wszystko jest jasne – dwukadencyjność obejmie pełnienie urzędu wstecz. I trudno się nie zgodzić z premierem Kaczyńskim, że w małych miejscowościach mityczny „układ” wcale nie jest taki mityczny, a zupełnie realny. Z dużym wpływem na rzeczywistość, nieraz blokując przez swoje istnienie i sieci nieformalnych powiązań konieczne dobre zmiany. Stwarza poczucie niemocy, stąd niechęć ludzi młodych do brania odpowiedzialności za swoje miejscowości, powodując ogólną szarzyznę i beznadziejność trwania w tym marazmie.

Inaczej sprawa wygląda w dużych miastach. W nich kontrola społeczna nad władzą samorządową jest zupełnie inna. Są stowarzyszenia, ngo-sy, ludzie potrafią się szybko skrzyknąć na FB i władzy nie jest już tak prosto i z górki. Tu jednak trzeba dużo pracować i mieć na rządzenie jakiś, często nawet niebanalny pomysł.

Pytanie tylko czy intencja premiera Kaczyńskiego w końcowym rezultacie nie przybierze innego, niezamierzonego przez niego finału?

Spróbujmy sobie wyobrazić taki hipotetyczny wariant, zmiana prawa zablokuje możliwość startu na kolejną kadencje prezydenta Jacka Majchrowskiego. Nie da się ukryć – niezależnie od tego, że za chwile mnie Państwo będziecie hejtować – że smog (a prezydent ma taki wpływ na smog jak ja na Państwa hejt), komunikacja w mieście, zabudowywanie (czy, modnej, zabetonowywanie), jest w Krakowie niezwykle popularny, co pokazało referendum zaproponowane przez Łukasza Gibałę. No, nawet nie referendum, tylko właściwie nie wiem co. Takie nic.

Nie wierzę, że tej popularności Majchrowskiego nie postara się wykorzystać jedna z  partii opozycyjnych np. PO lub nowa partia, która może powstać przed wyborami samorządowymi. I nie wierzę, że ta partia nie zaprosi obecnego prezydenta na swoją listę wyborczą do sejmiku województwa, umieszczając go na pierwszym miejscu w Krakowie.

Jednocześnie, na zasadzie wzajemności, Jacek Majchrowski może poprzeć jej kandydata na prezydenta miasta – a to byłoby wsparcie niebagatelne i o dużej doniosłości dla wyborców, którzy dość przychylnie patrzą na takie przedsięwzięcia polityczne. Tym bardziej, gdyby to był na przykład kandydat młodego pokolenia, jakim jest choćby coraz bardziej popularny w Krakowie, coraz śmielej typowany wśród członków PO i Nowoczesnej na kandydata na prezydenta, radny miejski Grzegorz Stawowy. Polityk „niewarszawski”, a lokalny, znający Kraków, wieloletni przewodniczący komisji planowania i ekspert w tej dziedzinie, nielubiany i blokowany przez partyjne układy. Jego kandydatura mogłaby być dla PiS-u dość trudna i niekomfortowa.

Przeczytaj także:

PiS będzie rządzić w Krakowie? „Kaczyński musi posłużyć się fortelem”

Prezydent Majchrowski swoim startem zmieniłby diametralnie podział mandatów radnych wojewódzkich w Krakowie. Co dla Prawa i Sprawiedliwości byłoby bardzo niekorzystne.

PiS może być pewny dobrego wyniku wyborczego na południu Małopolski, w swoim bastionie, ale to nie te głosy są dla niego najcenniejsze. I to nie one dają szanse na całkowite zwycięstwo w Małopolsce. Partia premiera Kaczyńskiego musi walczyć o miasto Kraków, okręg podkrakowski i zachodnią Małopolskę. Utrata w którymś z tych okręgów jednego czy dwóch radnych może pozbawić PiS zwycięstwa i skazać go na dalsze trwanie w sejmikowej opozycji.

Strat obecnego prezydenta Krakowa zaburza mityczny „dzielnik wyborczy”, dając ugrupowaniu, z którego wystartuje, tak dużą nadwyżkę, że pozostałe partie otrzymają w Krakowie minimalną liczbę mandatów lub zupełnie nie zmieszczą się w procesie ich przyznawania, niezależnie od tego, że przekroczą 5 proc. próg wyborczy. A w przypadku tak dobrego wyniku, wybór obecnego prezydenta Krakowa na marszałka województwa jest oczywisty i wydaje się być przesądzony.

I znów casus Jacka Majchrowskiego może mieć wpływa na politykę ogólnopolską, gdyż obecna opozycja może ten manewr taktyczny przeprowadzić z Hanną Gronkiewicz-Waltz w Warszawie, Tomaszem Ferencem w Rzeszowie, Hanną Zdanowską w Łodzi, Pawłem Abramowiczem w Gdańsku…

Co więcej, ten manewr może dzisiejszej opozycji się udać, bo ludzie w dużych miastach, bardziej niż mitycznych układów, mogą wystraszyć się hegemoni PiS-u.

Kazimierz Krakowski

Zdjęcie tytułowe: DrabikPany via Foter.com

Przeczytaj także:

Ludzie umierają, a oni robią się coraz bardziej obsceniczni!

Zobacz także