Już czas! Przyszła wiosna, więc na krakowskich drogach zaczęła się wojna. Da się temu zaradzić?

fot. Pixabay

Możemy zbudować jeszcze setki, a nawet tysiące kilometrów ścieżek rowerowych, ale w tym tempie przemiany mentalnej wiecznie będziemy drogowymi chamami – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Za ostro? W takim razie przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale przeczytajcie do końca, bo jest szansa, że się ze mną zgodzicie.

Nie ostrzcie sobie zębów rowerowi talibowie, którzy uważacie, że jesteście panami na drodze, bo rower to pojazd na specjalnych przywilejach, a w razie kolizji zniszczycie każdego kierowcę w sądzie. A wy kierowcy zapomnijcie, że przejadę się po rowerzystach. Choć nie raz by się im należało, to uważam, że to wy często jesteście panami, którzy swoją odwagę mierzą koniami mechanicznymi.

„Chciałeś rower, to pedałuj”

Jesteście siebie warci. Na rowerach zasuwacie 20 km/h, ze słuchawkami w uszach, a gdy wasza ścieżka przecina drogę samochodową, to nawet nie rozglądacie się na boki, o zwolnieniu nie wspominając. W końcu macie pierwszeństwo.

A wy kierowcy czasem widzicie takiego, co zwolni i co wtedy? Wyczuwacie jego słabość i lęk przed samochodem, więc od razu przecinacie jego tor jazdy. Bo co z tego, że on musi się zatrzymać (choć ma pierwszeństwo), a później włożyć kolejny wysiłek w rozpędzanie roweru od nowa. Ma rowerek, zamiast potężnej fury, to niech zasuwa. Zgodnie z powiedzeniem: chciałeś rower, to pedałuj.

I później jest wpychanie się, przejeżdżanie po przejściach dla pieszych, przecinanie na żółtym świetle ze strony rowerzystów, oraz nieustępowanie pierwszeństwa i zajeżdżanie drogi przez kierowców. Wszyscy się drą, wszyscy wygrażają i wyzywają od baranów.

Pomyślcie sami: ile razy widzieliście  sytuację, w której kierowca i rowerzysta uprzejmie pokazują sobie: „jedź pierwszy”, a ile razy taką, gdy jeden wpycha się przed drugiego, a zamiast uprzejmości lecą przekleństwa?

Kłócić się trzeba

W hiszpańskich miastach sieć rowerowa czasami jest i gorzej rozwinięta, a mimo to jazda po nich wygląda zupełnie inaczej. Nie jest wojną na śmierć i życie, ale próbą jak najlepszego wkomponowania się w komunikację, która składa się zarówno z samochodów, jak i rowerów. Pewnie, że zdarzają się – jak w każdym elemencie życia – konflikty, ale uczestnicy ruchu próbują szanować się, a nie zwalczać.

Skoro pierwszeństwo ma rowerzysta, to samochód czeka. Skoro samochód ma zielone, to rower się przed niego nie wpycha. Takie proste, a jednak w Krakowie tak skomplikowane. Żeby u nas rozwiązać ten problem, to ruch rowerzystów należałoby chyba przenieść ponad ulice i ruch samochodowy. Choć nie wiadomo, czy wtedy jedni z drugimi by się nie pokłócili o to, czy rowerzyści nie powinni jednak przenieść się pod ziemię. Bo w końcu o coś kłócić się trzeba.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Wielka radość od Krakowa po Zakopane! Tylko czy kogoś więcej to w ogóle obchodzi?

 

Zobacz także