Kolejna żałoba narodowa… Czy tak to powinno wyglądać?

fot. Foter.com

Czułam się nieswojo. Pytał, drążył, a ja nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Byłam jak adwokat w delikatnej, ale beznadziejnej sprawie – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

W sumie nawet teraz zastanawiam się, czy powinnam o tym pisać. W końcu chodzi o śmierć człowieka, ale jego nazwisko padnie tu tylko raz. Bo absolutnie nie chodzi tu o zmarłego, ale o szastanie (?) żałobą narodową.

Zaczęło się niewinnie. Przeglądałam polskie portale internetowe, gdy jeden ze znajomych spytał, co oznacza ta czarna wstążka. Chwilę pomyślałam, rzuciłam okiem na wiadomości i wtedy mnie oświeciło – w Polsce zarządzono żałobę narodową z powodu śmierci premiera Jana Olszewskiego.

– Zginął w jakiejś katastrofie? – pytał znajomy.

– Nie.

– To inna tragedia?

– Nie.

– To o co chodzi? Jakoś młodo zmarł? Ile miał lat?

 – 89.

Znajomy zrobił dziwną minę, ale dalej drążył temat. Padło pytanie, czy to „taki Wałęsa albo Margaret Thatcher”? Znów odpowiedziałam przecząco i przeszłam do tłumaczenia, że był dla Polaków ważny, choć część oczywiście uznaje go za słabego premiera. I że startował na prezydenta, i że…

W tym momencie znajomy spytał: „A ile osób wtedy na niego głosowało?”. Znów wbiłam oczy w monitor i wyszło, że niespełna 7 proc. Znów poczułam na sobie dziwny wzrok znajomego, który w końcu przestał pytać, a zaczął mówić:

„Wiem, że każdy kraj jest inny, ale u nas by to nie przeszło. Żałoba narodowa zarezerwowana jest dla wielkich tragedii lub śmierci naprawdę wybitnych osób. Przecież Wy tych premierów mieliście wielu i co, wszystkich uczcicie żałobą? Odwołacie imprezy? Pozamykacie teatry?

A czy jak rząd będzie prawicowy, a premier z lewicy, to jednak okaże się, że żałoby nie będzie? I na odwrót? Poza tym jak porównać śmierć jednego i to prawie 90-letniego człowieka z katastrofą, w której zginęło prawie stu waszych polityków? Albo z katastrofą górniczą, która ostatnio miała u was miejsce?”.

Mówił, mówił, mówił i gdybym go nie znała, to pomyślałabym, że to nie jego sprawa. Ale go znam i wiem, że mówi szczerze.

Zastanawiam się tylko, co Wy w Polsce o tym wszystkim myślicie?

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Zobacz także