45 minut przez nakazem noszenia maseczek jeszcze ich nie macie? To nic, zakryjcie się bandamką lub szalikiem. Owińcie papierem toaletowym. Ba, wsadźcie sobie głowy do worków! Zróbcie coś, bo to dla Waszego dobra – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
W Krakowie mamy teraz ten komfort, że duże sklepy otwarte są do północy, a niektóre nawet całą dobę. Super! To jedna z niewielu pozytywnych wiadomości w dobie koronawirusa.
A że nie lubię przeciskać się między młodymi szukającymi najtańszych „energetyków” a seniorami macającymi każdy owoc z osobna, to na zakupy wybrałam się w środę wieczorem. Było koło godz. 23. Wzięłam rękawiczki, płyn dezynfekujący, naciągnęłam na twarz masecz… Właśnie, maseczka…
Szybko przekonałam się, że wyglądam w niej trochę jak kosmita. No może przesadzam, ale w sklepie byłam w zdecydowanej mniejszości. W dużym dyskoncie zasłoniętą twarz miały może dwie osoby z obsługi, a klientów ze 20 proc. A przypominam – była środa, ok. godz. 23, czyli kilkadziesiąt minut przed wprowadzeniem nakazu noszenia masek!
Trochę mnie to załamało. Czemu? Bo to dobitny dowód, że krakowianie nie czują potrzeby zabezpieczania się przed koronawirusem! Zresztą co tam z ich potrzebą – nie widzą zagrożenia w odsłoniętych oczach i ustach, którędy ten syf wdziera się do naszego organizmu!
To jak, krakowianie? O 23.15 się nie wedrze, ale trzy kwadranse później to już tak? Maski nałożycie dopiero wtedy, gdy ktoś Wam każe? Na litość, nie o to w tym wszystkim chodzi! Nie o strach przed władzą czy przed mandatem, ale o nasze zdrowie. 45 minut przez nakazem noszenia maseczek jeszcze ich nie macie? To nic, zakryjcie się bandamką lub szalikiem. Owińcie papierem toaletowym. Ba, wsadźcie sobie głowy do worków! Zróbcie coś, bo to dla Waszego dobra.
Dziś już nie mam wątpliwości – w dobie walki z koronawirusem nie wolno dawać zaleceń. Nie, one nic nie dadzą. Tu trzeba miotać i strzelać zakazami, które niosą za sobą bardzo wysokie mandaty. Skoro ktoś czegoś nie rozumie, to niech chociaż się tego boi. Innego wyjścia nie ma.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.