Choć przegraliśmy, to czułam się dumna. Dumna, bo zdaję sobie sprawę z wagi sukcesu. Szkoda tylko, że przy okazji musiałam wstydzić się za część Polaków – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Przed meczem było jak zawsze – dogryzanie, przekomarzanie, prężenie muskułów. Tym razem moi hiszpańscy przyjaciele mieli je wyjątkowo okazałe, w końcu ich koszykarze to absolutny światowy top. W przeciwieństwie do naszych, którzy czekali pół wieku, by w ogóle móc wejść na salony.
Wierzyłam, że nasi ograją Hiszpanię w ćwierćfinale. Wierzyłam, bo za to odpowiedzialne jest serce. Rozum jednak za nic nie dał się przekonać, bo zwycięstwa Dawida z Goliatem zdarzają się tylko w przypowieściach.
Wewnętrzny wstyd
Mimo wszystko czułam dumę, którą jeszcze wzmagali we mnie hiszpańscy przyjaciele. Zdawali sobie sprawę, że dla nas ćwierćfinał mistrzostw świata to wielkie osiągnięcie. Co więcej – nasi w tym ćwierćfinale nie dali plamy, tylko najzwyczajniej przegrali.
– Walczyliśmy, próbowaliście nas ugryźć, ale prawda jest taka, że cały czas kontrolowaliśmy spotkanie – napisał do mnie na facebooku jeden znajomy.
Może i ma rację, jednak było to niesłychanie przykre, gdy na moich kontach w mediach społecznościowych w pewnym momencie więcej pochwał dla polskich koszykarzy pochodziło od Hiszpanów niż od Polaków! Co więcej – część z rodaków nawet marudziła: że znów cieszymy się z pięknych porażek; że wcześniej mieliśmy szczęście, a Hiszpanie pokazali nam miejsce w szeregu; że nie ma sensu w ogóle przejmować się polską koszykówka, bo to europejski zaścianek.
Czytałam te komentarze hiszpańskim znajomym. Wspólnie się śmialiśmy, ale ja w środku czułam wstyd za rodaków-malkontentów.
Chociaż z tym zaściankiem to mogłabym się jeszcze zgodzić. Tyle tylko, że to, iż w nim tkwimy nie oznacza, że tak musi być wiecznie, i że raz na czas nie możemy pokazać się na pięknym balu.
Granie na okrągło
Oczywiście, że nie mamy szans z Hiszpanami. Oni grają w kosza na okrągło, szczególnie na zewnątrz, bo warunki ku temu mają 12 miesięcy w roku. Do tego ich ligą interesują się miliony ludzi, tysiące chodzą na mecze, a tylko w jednej prowincji jest pewnie więcej szkółek niż w całej Polsce.
Tak, tylko dla niektórych Polaków to powód do narzekania. A dla mnie wręcz na odwrót, bo mimo przeciwności losu nasi koszykarze wykręcili świetny wynik.
Brawo chłopaki, jestem z Was dumna!
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Tłusty Czwartek? Czegoś takiego jeszcze na pewno nie próbowaliście



