– Brzydzę się tymi, którzy molestowanie przez księży traktują tylko w kategoriach ataku na kościół lub wykorzystują je do bombardowania duchownych – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.
Wiecie, że robię wiele, by w swoich tekstach nie bawić się w politykę i nie narzucać ludziom światopoglądu. Wskazuje, co mi się podoba, a co nie. Albo chwalą Hiszpanów lub się z nich śmieję. Ale polityki robić nie chcę. Nie chcę, dopóki ktoś nie przegina.
Wytoczono armaty
Nie jestem feministką. Uważam, że kobiety w Polsce powinny być traktowane inaczej, ale dyskusja o „posłankach” czy „psycholożkach” mnie bawi i uważam ją za temat zastępczy.
Nie mogę jednak milczeć, gdy słyszę o molestowaniach przez księży. I nie będę się rozwodzić na temat kościoła (choć swoje zdanie mam), ale o podejście ludzi. Zarówno wiernych, jak i tych, którzy wiernymi się brzydzą.
O zarzutach wobec biskupa Jana Szkodonia możecie przeczytać tutaj
Czy jest winny, czy nie – zdecyduje sąd. Sąd jednak nie nauczy ludzi empatii, a tej w Polakach zdecydowanie brakuje.
Każda taka historia to wytoczenie armaty, którą każdy kieruje, gdzie chce. Ateiści grzmią, że kościół to wylęgarnia pedofilów. I że duchowni robią wszystko, by takie sprawy zamiatać pod dywan. Domagają się też, by za struktury kościelne w końcu wzięła się policja i prokuratura.
Z kolei ci, co bronią kościoła, każą czekać na wyrok. Nie pozwalają na duchownego podnieść ręki. Albo jeszcze lepiej – uważają, że kościół powinien załatwić sprawę w swoim gronie i ewentualnie zadośćuczynić ofierze. A poza tym, to oczywiście chodzi o lewackie rozgrywki, których celem jest uderzenie w kościół i powiązaną z nim partię rządzącą.
STOP! A ofiara?
STOP! Bo zapędzę się tak, jak zapędza się wielu moich rodaków. I wtedy dojdzie do najgorszego – zapomnimy o ofierze. Czy w tym przepychankach widzicie gdzieś dla niej miejsce? Czy nie macie wrażenie, że jest tylko padliną, którą rozszarpują między sobą ateiści i katole? Nikt nie zastanawia się, w jakim stanie psychicznym się znajduje? Co się z nią działo w czasie, gdy milczała? Czy jej życie w ogóle da się jeszcze odbudować?
Nikt tych pytań nie zadaje, a jeśli mówi się o ofierze, to tylko w jednym kontekście – czemu o tym wszystkim powiedziała teraz, a nie 10 lat temu, albo za 5 lat. I tu znów zaczyna się karuzela: że idą wybory, że trzeba poprawić notowania partii, że trzeba nabić kliki w internecie.
Ofiara? Wolne żarty, kogo ona obchodzi…
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).



