Pięć miesięcy z epidemią koronawirusa. Mieliśmy szczęście. Przynajmniej do tej pory

pixabay.com

Epidemii koronawirusa miało już nie być, a jest. I ma się – niestety – całkiem dobrze. Dokładnie pięć miesięcy po pierwszym przypadku COVID-19 w Polsce mamy rekordową liczbę zakażeń – 680 nowych zakażeń w ciągu doby. Jedni twierdzą, że nie ma się czego bać, inni panicznie reagują na każde nowe dane o zakażeniach. W jakim miejscu jesteśmy? Czy zdrowy rozsądek wystarczy, by nie dać się epidemii?

Mija właśnie pięć miesięcy od oficjalnego potwierdzenia pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Wprawdzie już w marcu pojawiały się prognozy pokazujące, że latem będzie źle, ale często traktowano je jako niepotrzebne straszenie społeczeństwa. Nadal wiele osób uważa, że niepotrzebnie media i rząd „sieją panikę” podając rosnące statystyki zakażeń. Nie brakuje też takich, którzy twierdzą, że oficjalne dane to wierzchołek góry lodowej, a w rzeczywistości zakażeń jest wielokrotnie więcej.

Żadna opinia ekspertów od epidemii raczej nie zmieni tego podziału. Ale warto przyjrzeć się, jak wyglądała i wygląda walka z epidemią w naszym kraju.

Drugi lockdown? To niewyobrażalne

Rząd ciągle podkreśla, że zakażeń koronawirusem i ofiar śmiertelnych epidemii jest u nas dużo mniej niż w innych krajach. To prawda.

Tyle że rządzący mieli w tym tylko częściowy udział. I o ile na początku epidemii zdecydowali o praktycznym zamrożeniu życia społecznego i gospodarczego w całym kraju, to teraz, gdy zakażeń jest więcej, na to już nie pójdą. Nadszarpnięta przez lockdown gospodarka drugiego „stop” mogłaby nie przetrzymać.

Ale jeśli teraz, latem mamy po ok. 500 zakażeń dziennie, co będzie jesienią? Może będziemy mieć tyle szczęścia co do tej pory i nie będzie tak źle…

Koronawirus w Małopolsce. 88 nowych zakażeń, kolejna ofiara śmiertelna, blisko 100 ognisk COVID-19

Sprzeczne komunikaty

A szczęście do tej pory naprawdę nam sprzyjało. Bo rząd najpierw zapowiadał, że koronawirus to nie problem, potem zapewniał, że kraj jest przygotowany na epidemię, choć rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Takich sprzeczności było więcej. Weźmy maseczki. Najpierw minister zdrowia je wyśmiewał, potem nakazywał je nosić. Ostatnio łagodniej traktowano tych, którzy nakaz zakrywania ust i nosa bagatelizowali, a teraz zapowiadane jest, że nawet mający przeciwwskazania do tego będą musieli zakrywać twarz, choćby przyłbicami. I to już po tych zapowiedziach prezydent Andrzej Duda był na Wawelu wśród ludzi bez maseczki. I tłumaczył, że na świeżym powietrzu tak wolno.

A jeszcze sam rząd, gdy ogniska koronawirusa pojawiły się na weselach, zapowiedział kwaranntanę dla… powracających z zagranicy. Dopiero teraz wpadł na pomysł, by wszystkich gości weselnych spisywać. Ciekawe, jak to będzie wyglądać…

Oby szczęście nadal nam sprzyjało

Przy tym chaosie trudno więc nie mówić o szczęściu. Choć może nie tylko temu zawdzięczamy stosunkowo łagodne skutki epidemii

Pojawiły się już opinie lekarzy, że mniejszą śmiertelność wśród zakażonych na koronawirusa zawdzięczamy szczepieniom przeciwko gruźlicy, prowadzonym w czasach PRL.

Nie bez znaczenia było to, że na początku większość z nas bardzo poważnie podchodziła do ograniczeń, zakazów i nakazów. Teraz coraz więcej osób je ignoruje.

Dlatego szczęścia wciąż potrzebujemy.

Grzegorz Skowron

Koronawirus w Biedronce. Zakażenie potwierdzono u pracownika sklepu w Krakowie

Zobacz także