Z zasady nie komentuję czyichś metod wychowywania dzieci. Tyle że u mnie zasady często przegrywają z charakterem, który jak diabełek siedzi na ramieniu i szepcze: „Jeśli coś ci się nie podoba, to o tym powiedz”. No to mówię: „Drodzy rodzice, nie terroryzujcie dzieci!” – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
W tym przypadku nie chodzi nawet o „podobanie się”, ale o pewne spostrzeżenia. Bo kto wie, może idealny model wychowywania dzieci leży gdzieś po środku i warto zwrócić uwagę na polski i hiszpański, by znaleźć klucz do dobrego wychowania dziecka?
Dajcie dzieciom żyć!
Gdy ostatnio byłam w Polsce, mocno uderzyło mnie to, co dzieje się na placach zabaw. Gdybym była dzieckiem, to nie wiem, czy w pewnym momencie nie wykrzyczałabym (przy czerwieniących się ze wstydu rodzicach): „A odwalcie się wszyscy ode mnie!”.
No bo jak w spokoju się bawić, skoro non-stop słyszysz:
– „Nie biegaj, bo się spocisz”
– „Nie biegaj, bo się przewrócisz”
– „Załóż sweterek, bo się przeziębisz”
– „Nie skacz, bo skręcisz kostkę”
– „Nie wchodź do piasku, bo się ubrudzisz” itd., itp.
Ludzie, litości! Dajcie dzieciom żyć, nie stosujcie im terroru psychicznego! Pozwólcie na cokolwiek. Nie mówię o paleniu papierosów, czy piciu alkoholu, ale o bieganiu, skakaniu i grzebaniu w piachu. Wszędzie zakazy, nakazy i krzyk rodziców, a przecież dziecko potrzebuje odrobiny swobody.
W Hiszpanii dzieci większy luz mają już od pierwszych miesięcy życia. Gdy mają ochotę na ssanie smoczka, to ssą. Gdy rodzice chcą wyskoczyć gdzieś na kolację, to pakują malucha do wózka i siedzą ze znajomymi do godz. 22-23, nie męcząc sobie uszu hasłami: „Późno już, wracajmy do domu”.
Hiszpańskie dzieci bez rugania biegają, łażą po drzewach, a rodzice nie śledzą każdego ich kroku.
Hiszpanie z czasem przesadzają
Żeby jednak nie było, że znów ich gloryfikuję, to przyznam, że Hiszpanie z czasem tę linię przesuwają za daleko. Ich dzieci słodycze zajadą kilogramami, wcześnie i masowo (jak na młodzież) zaczynają palić, a kłótnie dzieci z rodzicami słychać niemal co wieczór (choć w Hiszpanii nie wiadomo, czy to kłótnia, czy normalna rodzinna dyskusja).
Zastanawiam się jednak, czy gdyby spotkać się gdzieś w środku (Francja? Włochy?), czy tam udałoby się spotkać idealny model wychowywania dziecka? Bo te polskie i hiszpańskie za mocno przeciągają linę w przeciwne strony. Tak mocno, że kiedyś może ona po prostu strzelić.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Mieszkańcy Krakowa potrafią być straszni! Nawet tak świetną inicjatywę mogą storpedować!



