Psychiczny terror krakowskich rodziców. Czasem to już gruba przesada!

fot. iStock.com/Magda S

Z zasady nie komentuję czyichś metod wychowywania dzieci. Tyle że u mnie zasady często przegrywają z charakterem, który jak diabełek siedzi na ramieniu i szepcze: „Jeśli coś ci się nie podoba, to o tym powiedz”. No to mówię: „Drodzy rodzice, nie terroryzujcie dzieci!” – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

W tym przypadku nie chodzi nawet o „podobanie się”, ale o pewne spostrzeżenia. Bo kto wie, może idealny model wychowywania dzieci leży gdzieś po środku i warto zwrócić uwagę na polski i hiszpański, by znaleźć klucz do dobrego wychowania dziecka?

Dajcie dzieciom żyć!

Gdy ostatnio byłam w Polsce, mocno uderzyło mnie to, co dzieje się na placach zabaw. Gdybym była dzieckiem, to nie wiem, czy w pewnym momencie nie wykrzyczałabym (przy czerwieniących się ze wstydu rodzicach): „A odwalcie się wszyscy ode mnie!”.

No bo jak w spokoju się bawić, skoro non-stop słyszysz:

– „Nie biegaj, bo się spocisz”

– „Nie biegaj, bo się przewrócisz”

– „Załóż sweterek, bo się przeziębisz”

– „Nie skacz, bo skręcisz kostkę”

– „Nie wchodź do piasku, bo się ubrudzisz” itd., itp.

Ludzie, litości! Dajcie dzieciom żyć, nie stosujcie im terroru psychicznego! Pozwólcie na cokolwiek. Nie mówię o paleniu papierosów, czy piciu alkoholu, ale o bieganiu, skakaniu i grzebaniu w piachu. Wszędzie zakazy, nakazy i krzyk rodziców, a przecież dziecko potrzebuje odrobiny swobody.

W Hiszpanii dzieci większy luz mają już od pierwszych miesięcy życia. Gdy mają ochotę na ssanie smoczka, to ssą. Gdy rodzice chcą wyskoczyć gdzieś na kolację, to pakują malucha do wózka i siedzą ze znajomymi do godz. 22-23, nie męcząc sobie uszu hasłami: „Późno już, wracajmy do domu”.

Hiszpańskie dzieci bez rugania biegają, łażą po drzewach, a rodzice nie śledzą każdego ich kroku.

Hiszpanie z czasem przesadzają

Żeby jednak nie było, że znów ich gloryfikuję, to przyznam, że Hiszpanie z czasem tę linię przesuwają za daleko. Ich dzieci słodycze zajadą kilogramami, wcześnie i masowo (jak na młodzież) zaczynają palić, a kłótnie dzieci z rodzicami słychać niemal co wieczór (choć w Hiszpanii nie wiadomo, czy to kłótnia, czy normalna rodzinna dyskusja).

Zastanawiam się jednak, czy gdyby spotkać się gdzieś w środku (Francja? Włochy?), czy tam udałoby się spotkać idealny model wychowywania dziecka? Bo te polskie i hiszpańskie za mocno przeciągają linę w przeciwne strony. Tak mocno, że kiedyś może ona po prostu strzelić.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Mieszkańcy Krakowa potrafią być straszni! Nawet tak świetną inicjatywę mogą storpedować!

Zobacz także