Mieszkańcy Krakowa potrafią być straszni! Nawet tak świetną inicjatywę mogą storpedować!

fot. Pixabay

Wpadłam pod Wawel na jakiś czas i przeżyłam szok wchodząc do… wiaty z koszem na śmieci. W Krakowie w końcu zaczęła się segregacja pełną gębą. Segregacja, do której część mieszkańców niestety jeszcze nie dorosła – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Przyznaję, że sama patrzyłam na to sceptycznie. Wokół niewiele informacji, nie wiadomo co i gdzie wrzucać, do tego obowiązek (przynajmniej w teorii) posiadania aż 5 koszy w mieszkaniu. Słowem – nie wygląda to zachęcająco. Za to w praktyce…

Dużo „ale”, efekt świetny

Po pierwsze – miasto powinno przeprowadzić większą kampanię co, gdzie i dlaczego wyrzucać. Po drugie – spółdzielnie powinny zadbać o odpowiednią liczbę i opis pojemników. I po trzecie, czyli najważniejsze – krakowianie w końcu powinni przestać marudzić!

Moja siostra: „Daj spokój, tyle tych koszy teraz trzeba mieć”

Sąsiad: „Pani, co oni jeszcze wymyślą? Gubię się, gdzie co wrzucać”

Znajoma: „Daj spokój, dalej wszystko pakuję do jednego kubła. Sąsiadka robi tak samo, więc nie będę się wygłupiać”

I tak dalej, i tak dalej, aż uszy bolą od tego marudzenia. Zamiast usiąść nad ulotką, dowiedzieć się co i gdzie wrzucać oraz zorganizować kosze (wcale nie musi być 5, „suche” odpady mogą być w jednym), to wolimy wylewać godzinami żale na lewo i prawo.

Ogromny kompostownik

Ja tą segregacją jestem zachwycona. Wiecie czemu? Bo za dużo syfienia i braku dbania o ekologię naoglądałam się w Hiszpanii. Tymczasem w Krakowie ktoś wpadł na segregację odpadów organicznych. No po prostu bomba! Wiedzieliście, że aż tyle tego produkujemy? Obierki z ziemniaków? Kosz. Skórki z owoców? To samo. Resztki jedzenia? Te bez mięsa też tam lądują.

I tak segreguję te rzeczy od kilkunastu dni i nagle okazuje się, że tych organicznych śmieci produkujemy najwięcej. Rozumiecie? Kiedyś wrzucaliśmy je do takich ekologicznych szkodników jak plastik czy metal, a teraz tworzymy wielki i pożyteczny krakowski kompostownik. Liczę bowiem, że właśnie tam te organiczne odpadki wpadają, a następnie użyźniają gdzieś glebę. 

Co za banalny zabieg – zamiast wrzucać wszystko do chemicznego przemiału, wzbogacamy Matkę Ziemię. A wszystko dzięki temu, że wrzuciliśmy obierki do prawego, a nie lewego kosza na śmieci. Krakowianie! Ktoś wpadł na świetny pomysł, nie zmarnujcie tego!

Marta 

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Cios dla krakowskiego kibola! A jednak się da…

Zobacz także