Smog zaatakował, ludzie powariowali. Krakowianie, co się z Wami dzieje?!

fot. Pixabay

Mam nadzieję, że to tylko nieświadomość. Jeśli jednak jest inaczej, to znacznej części krakowian muszę zarzucić skrajną głupotę – pisze o smogu Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

W Hiszpanii co rano przeglądam prognozę pogody. Głównie jednak po to, by przekonać się, w jak cudownym miejscu żyję. W telefonie miałam też zestawienie: pogoda Polska – pogoda Hiszpania. Uwierzcie mi, w okresie zimowym takie porównanie wspaniale wpływa na samopoczucie.

Mówimy o syfie

Po powrocie do Polski mój dzień zaczyna się jednak nie od sprawdzania pogody, ale od sprawdzania stężenia smogu. Mam jedną ulubioną stronę internetową i dwie aplikacje. Nie wyobrażam życia bez nich tak, jak nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez parasola w dżdżysty dzień.

Dlatego niezmiennie dziwi mnie brak informacji (a może świadomości?) na temat smogu wśród mieszkańców Krakowa. Skoro nie mijają żadnej tablicy informacyjnej w pobliżu, to przecież zawsze mogą zajrzeć do inernetu. Ale albo tego nie robią, albo poziom stężenia mają głęboko w poważaniu.

Przykład drastyczny – w ubiegłym tygodniu panie przedszkolanki prowadziły przez moje osiedle grupę dzieciaków. Tymczasem zerkam na aplikację, a tam normy smogu przekroczone o 350 proc.! Tu już nie mówimy o powietrzu, mówimy o syfie. Ja w takie dni ruszam się jak najmniej, a panie z radością spacerują z dzieciakami.

Trupia czacha i radioaktywność

Ale to nic – kilkoro z tych dzieci widziałam później jeszcze z rodzicami na placu zabaw. Zrozumiałe – ładna pogoda, ciepło, więc wychodzimy. Tymczasem w takie dnia na ogrodzeniach placów zabaw powinny być znaki przekreślonych trupich czaszek i znaki „radioaktywne”.

Jedziemy dalej. Syf prawie 400 proc., a pan biega. Ja nie chcę chodzić, a on biega, tym samym połykając zdecydowanie więcej syfu niż ja! To samo rowerzyści – ktoś im powiedział, że to najzdrowszy środek transportu, więc kręcą w tej zawiesinie szumnie nazywanej powietrzem.

Fajni byli też ci ludzie podczas Święta Niepodległości. Tramwaj, którym jechałam, niemal fetował, że z powodu syfu komunikacja miejska jest za darmo. Na litość, czy Wy swoje zdrowie wyceniacie na 2,80 zł?

Wiara umarła

Wszystko przebił jednak obrazek pewnej dziewczyny, którą spotkałam w okolicach Barbakanu. Na pierwszy rzut oka myślałam, że to w końcu ktoś świadomy, bo na twarz miała naciągniętą maskę antysmogową, którą jednak za moment spuściła na szyję, by… zapalić papierosa.

W tym momencie moja wiara w ludzkość mądrość umarła.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Foter

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Kraków – stolica politycznych jaj. Czy to naprawdę się wydarzyło?

Zobacz także