Tajemniczy skrót MDK. Na krakowskich ulicach robi się coraz niebezpieczniej!

fot. Pixabay

Na drogach, przejściach, chodnikach – od pewnego momentu mam wrażenie, że na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. A wszystko to z powodu… postępu technicznego – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

„Jadę do MDK” – zdarza mi się rzucić do mojego faceta, gdy akurat jestem w Krakowie i ruszam w miasto. A MDK to nic innego jak Miejska Dżungla Kraków. Porozumiewamy się tym skrótem od lat, ale od lat zmienił on również swoje znaczenie.

Kiedyś chodziło nam o niebezpieczeństwa głównie ze strony kierowców. Jeździli szybko, nierozważnie, mieli w nosie przepisy. Mam dużą furę, jestem królem szosy – zdawał się mówić wścibski uśmiech na twarzy wielu z nich.

Dziś kierowcy może są trochę rozważniejsi, może mniej jest dresów w golfach i szpanerów w tuningowanych autach. A może po prostu musieli oni ustąpić pola innym piratom, niekoniecznie w samochodach?

O tych na hulajnogach nawet nie chcę się rozpisywać, bo na pewno każdy z Was miał z takim starcie oko w oko. Rzucono nam zagraniczny pomysł, wprowadzono hulajnogi, tylko zapomniano dostosować do nich prawo i w efekcie mamy MDK.

Jednak nie trzeba wcale hulajnóg, by uciekać z chodnika gdzie pieprz rośnie. Przykład? Rowerzyści ze słuchawkami na uszach. Pędzą, nic nie słyszą, wszystkich mają gdzieś, bo Sławomir wyjący do ucha utwierdza ich w przekonaniu, że są nieśmiertelni.

Po lewej mają ścieżkę rowerową, ale kto by tam jechał. Można śmigać po prawej i między przechodniami sobie slalom urządzać. Bo i kto nam zabroni? Moje MDK, moje zasady! 

Ostatni potrącił mnie nawet… biegacz nad Wisłą. Powód? Zerkał w swoje cudo techniki zaczepione na nadgarstku i coś tam sobie klikał. Nie wiem, może kalorie, może SMS pisał, a może szukał równie pięknie wylaszczonej pani.

A takich jest sporo, bo teraz do kolekcji brakuje mi tylko zderzenia z… przechodniem. A jest o to coraz łatwiej, ponieważ coraz więcej osób na chodniku urządza sobie wideorozmowy, a wtedy absolutnie najważniejszy jest ekran telefonu, a nie pozostali przechodnie.

MDK, MDK, MDK…

Zapytacie jak jest w Hiszpanii? W sumie podobnie, ale to zdecydowanie mniej przeszkadza, bo Hiszpanie na co dzień są równie rozkojarzeni  i mało rozgarnięci. A my tylko wtedy, gdy wkraczamy do MDK…

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Halloween to nic! Przed nami najweselsze święto w roku

Zobacz także