W Krakowie powstanie cmentarz dla zwierząt? Jest lepszy pomysł na rozwiązanie tego problemu

fot. Pixabay

Nie wiem, czy należy przeznaczać dla nich drogocenną ziemię. Wiem za to, że jest równie piękny sposób na uczczenie pamięci po zmarłym zwierzaku – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Zanim zaatakujecie – stop! Też mam psa, zresztą w moim domu zwierzak był od zawsze. Pierwszego pochowaliśmy na podwórku, drugiego już bardziej prosanepidowsko – oddaliśmy weterynarzowi do utylizacji. I zastanawiam się, co kiedyś (oby jak najpóźniej) zrobię z moim obecnym czworonogiem.

A może parking?

W Krakowie zrodził się pomysł cmentarza dla zwierząt. Co więcej – jest już bardzo prawdopodobne, że on powstanie. Ma się znajdować w Olszanicy, choć nie chcą tego mieszkańcy, bo woleliby tam parking P+R. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy warto te ary ziemi przeznaczać dla zmarłych zwierząt, bo może lepiej, żeby służyły żywym ludziom?

Ten problem rozwiążcie sobie sami, ale żeby nie było tak zero-jedynkowo, poddaję jeszcze jedną ideę – zróbmy cmentarze jak w Hiszpanii! Tam zwierzaki często się utylizuje, ale mimo to cmentarze powstają, a często są to… ogromne drzewa. Piękne, rozłożyste, zielone, znajdujące się w środku parku. A na tych drzewach zawiesza się kolorowe wstążki z napisami.

„Będzie mi Ciebie brakowało”, „Życie bez Ciebie nie jest takie samo”. „Dlaczego mnie zostawiłeś”. „Do końca życia będę o Tobie pamiętała” – to tylko niektóre z kondolencji, które znajduje się na wstążkach. Są one kolorowe, piękne i… niemal niezniszczalne. Wiatr ich nie porwie, woda napisów nie zmyje. Mogą tak wisieć i wisieć. A gdy potrzebna będzie „modernizacja”, to się ją przeprowadzi, tak jak w przypadku nagrobka.

W korkach stać nie trzeba

I co najważniejsze – za grobem swojego psa nie trzeba jeździć do Olszanicy, tylko może on znajdować się w parku na naszym osiedlu. Dzięki temu podczas każdego spaceru będzie przypominał nam się pupil. Dzieci mogą bawić się w okolicy jego „mogiły”, a nie będą męczyły rodziców prośbami: „Jedźmy do Olszanicy” w piątek o godz. 15, gdy całe miasto stoi w korkach.

Albo inaczej – nie musimy rezygnować z cmentarza. Jak ktoś chce go budować, niech buduje. Jak ktoś chce tam chować pupila, niech chowa. Powieszenie wstążki na okolicznym drzewie będzie jednak prostsze i wzbudzi mnie kontrowersji. A pamięć po zwierzaku pozostanie.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Oto najsmutniejsza twarz Krakowa! Czy naprawdę musi tak wyglądać?

 

Zobacz także