Szybkie fakty

Kategoria Krakówek
Data 24 stycznia 2019
Czytanie ~2 min
Krakówek · 24 stycznia 2019 · 2 min czytania

W odrażających warunkach ludzie tracą grube tysiące. Czy w Krakowie tak to musi wyglądać?

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 24.01.2019 Lokalizacja: Kraków

Nie wiem, czy to brak wiary, naiwność, a może głupota, ale Hiszpanie w różne loterie grają równie często jak my za młodu w butelkę. Problem w tym, że krakowianie też grają, ale bardziej bezmyślnie i w bardziej obleśnych miejscach – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Wystarczy, że ktoś rzuci w telewizji: „dziś rekordowa wygrana” i już moi przyjaciele ustawiają się w punktach wysyłania kuponów. W Polsce gramy w Totolotka i na tym się kończy, a w Hiszpanii? Wybór taki jak wódek w monopolowym. Kupony zielone, różowe, czerwone, żółte. Losowane i skreślane. Tu data narodzin dziecka, tam ślubu, gdzie indziej… Ech, wolelibyście nie wiedzieć, co oni tam kombinują.

„Ręce, które leczą”

I wierzą w tą magię liczb, bo podobno każdy w rodzinie ma kogoś, kto kiedyś coś wygrał. Więcej! Oni nawet kupony wyrzucone na ulicę podnoszą z nadzieją, że komuś z kieszeni wypadł zwycięski. Rozumiecie? W kraju, który nie grzeszy utrzymywaniem porządku, ludzie myślą, że:

1) ktoś w pobliżu wygrał;

2) ten ktoś zgubił jednak zwycięski kupon;

3) akurat tego kuponu nie podniósł nikt wcześniej, więc należy się po niego schylić i przytulić te czekające miliony euro.

Absurd!

Nieźle są też stali bywalcy takich knajpek, gdzie na telewizorach wyświetlają coś w stylu bingo. Piją piwo, mało co się odzywają i tylko wbijają gały w telewizor, który hipnotyzuje jak „Ręce, które leczą” transmitowane niegdyś na Polsacie.

Co prawda w tej swojej wierze w liczby Hiszpanie nie są tak zakochani jak Włosi, ale jednak potrafią zasunąć absurdem.

Bez zapachu z toalet publicznych

Już miałam pisać, że u nas ludzie nie są takimi naiwniakami, gdy nagle przypomniałam sobie o tych szemranych budkach na krakowskich osiedlach. Tych wyciemnionych, by spędzić tam całą noc i nie połapać się, że wstał już dzień. W tych, gdzie śmierdzi jak w miejskich szaletach, bo zalegają tam ludzie, którzy nie mają czasu na kąpiel.

A nie mają, bo naciskają bezmyślnie te przyciski i myślą, że oszukają maszynę. Naprawdę – równie dobrze mogliby się ścigać z koniem i liczyć na wygraną. Niestety, ci są gorsi od Hiszpanów. Ale jest też plus – liczę, że jest ich zdecydowanie mniej.

Niesamowicie jest to jednak przykre, że nie dość, że krakowianie tracą często grube tysiące złotych, to jeszcze robię to w tak obleśnych warunkach.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Dość tego! W taki sposób dresiarz, urzędnik i starsza pani terroryzują krakowskie osiedla

Reklama