Szybkie fakty

Kategoria Publicystyka
Data 23 lutego 2017
Czytanie ~4 min
Publicystyka · 23 lutego 2017 · 4 min czytania

Wycinają drzewa? To dobrze. „Szlag mnie trafia, jak domorosły ekolog…”

Autor: Łukasz

Wiem, że zaraz mnie zhejtujecie na maksa, że popiera developerów, że mi płacą za tekst, że debil to pisał i tak dalej – ale ja się nie przejmuję ględzeniem pseudoekologów. Wy, którzy mieszkacie w bloku naprzeciwko i nie kryjecie oburzenia, że na działce obok ktoś wycina drzewa – proszę, pomyślcie, że pod Waszym blokiem (w którym kupiliście mieszkanie) też rosły drzewa i inwestor też musiał je wyciąć. Nie przeszkadza Wam to?! – zastanawia się nasz publicysta Kazimierz Krakowski.

Prawie codziennie portal KRKnews.pl pokazuje mapy wycinki drzew w Krakowie. Media rozpętały aferę, że wycinane są drzewa w centrum miasta. Pokazują pnie, gałęzie, obraz nędzy i rozpaczy. A dyżurni ekolodzy rozdzierają szaty i lamentują.

Obserwując medialny jazgot naliczyłem – tu mogę się mylić, ale nie znalazłem dokładnej informacji – że w Krakowie wycięto ich już ponad 200. Nawet niech ich wytną 400 – to i tak nie ma żadnego znaczenia ekologicznego, estetycznego, bo ta liczba jest żadna. W 2016 było ich milion w naszym mieście. W 2015 roku wycięto w Krakowie ok 16 tys drzew. I gdzie wtedy byliście, dyżurni ekolodzy. Gdzie?

Nie dziwię się tym, którzy je wycinają. Nie powinno być tak, że prawo własności nieruchomości oraz jej wykorzystanie zależy od decyzji urzędnika.

Proszę się postawić w sytuacji właściciela działki w centrum miasta, wartej kilka milionów złotych, któremu drzewa przeszkadzają w realizacji inwestycji lub jej sprzedaży. Proszę zrozumieć poziom jego frustracji oraz bezradności, że ktoś za niego decyduje o wykorzystaniu własności, o tym co ma być lub czego ma nie być na jego działce. A jak o tym próbuje decydować domorosły ekolog z bloku obok to i mnie by trafił szlag.

Zakaz wycinki drzew na nieruchomości to relikt zamierzchłej epoki – o której ci, co teraz najgłośniej krzyczą, nie mają zielonego pojęcia. Ciekaw jestem, co by powiedzieli gdyby jakiś urzędnik wybierał za nich kolor fliz w łazience i byłby to kolor zielony albo różowy – poszliby i kupili bez sprzeciwu?! Może mieliby prawo wybrać kolor fugi – też coś.

Co by powiedzieli, jakby jakiś koszmarny ekologiczny Karolek znalazł na ich różowym balkonie „motylka modraszka” i zarządził, że od dziś nie otwieramy okien i nie wychodzimy na balkon. I co by zrobił – jak znam życie, to by się wszelkimi sposobami chciał pozbyć najpierw motylka, a później urzędnika.

Wiem, że zaraz mnie zhejtujecie na maksa, że popiera developerów, że mi płacą za tekst, że debil to pisał i tak dalej. Ale Wy, którzy mieszkacie w bloku naprzeciwko i nie kryjecie oburzenia, że na działce obok ktoś wycina drzewa – proszę, pomyślcie, że pod Waszym blokiem (w którym kupiliście mieszkanie) też rosły drzewa i inwestor też musiał je wyciąć. Nie przeszkadza Wam to?!

Nie uda się z Krakowa zrobić Zielonek, nawet się Swoszowic nie da (choć te są w Krakowie) ale możemy stworzyć zielone miasto.

Zamiast płakać i drzeć szaty, pisać do gazet donosy, wysyłać zdjęcia, lamentować i utyskiwać bezsensu  – wieźcie sprawy w swoje ręce. Zorganizujcie się i posadźcie drzewa obok Waszego bloku. Możecie posadzić ich tyle, ile chcecie. Będzie pięknie i zielono. A jak jest za bardzo wybetonowane, to proponuję wyjąć kilka płytek i zrobić „drzewną” rewolucję.

Ustawa dała możliwość wycinki – na początku jej obowiązywania wszyscy tną na potęgę. Ci, co mieli te drzewa wyciąć, już je wycieli, w ciągu miesiąca. I tego nie zmienimy a głupim lamentem zmienimy coś co w przyszłości racjonalnie wykorzystywane przyniesie pożądany efekt. Tak naprawdę nowe prawo jest dla nas, dla drzew i dla miasta bardzo korzystne, trzeba tylko chcieć znaleźć pozytywy i trochę pomyśleć, a nie iść za tłumem.

A najważniejszy jest taki: 

Właściciel działki czy wspólnota mieszkaniowa – jeżeli wie, że może wyciąć posadzone drzewo – to bez oporu je posadzi.

Obecnie właściciele nieruchomości nie chcą sadzić drzew, bo uznają , że z czasem mogą z tego wyniknąć problemy. Gdy będą wiedzieć, że mogą dowolnie kształtować przestrzeń, nie będą mieli obaw przed nasadzaniem drzew i dbaniem o nie.

Oczywiście, ustawa ma pewne mankamenty – warto ją zmienić, ale nie od razu wyrzucać do kosza z piętnem mega wału. Na pewno warto dodać zapis, że za każde wycięte drzewo trzeba dokonać nowego nasadzenia, co najmniej drzewa tego samego gatunku. Może preferencje w podatku od nieruchomości dla tych którzy drzewa sadzą – pomysłów mogą być dziesiątki, ale u nas… mentalność Kalego, ukształtowana nie wiadomo czym – zabronić, zakazać (ale na działce obok, bo ja już jestem w wymarzonym bloku). Ludzie otrząśnijcie się, bo takie stawianie sprawy nic nie da i i tak wykończy ten milion drzewa w ciągu najbliższej dekady. Zawsze możecie iść do marketu i kupić sobie fototapetę z palemką do salonu – też drzewo.

Podsumowując, najwięcej wymagajmy od siebie i od urzędników. Naciskajmy na administracje, żeby tworzyła i obsadzała skwery, parki, przygotowywała plany zagospodarowania przestrzennego, dobrze i racjonalnie kształtujące tereny zielone.

A wtenczas może nie Zielonki, a Kraków będzie zielony ( i nie myślę o malowaniu elewacji bloków na ten kolor).

Czego sobie i wam życzę.

Kazimierz Krakowski

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected].

Zobacz także:

Znikają drzewa w Parku Lotników. Co na to miasto?

Reklama