Zmiana w krakowskich sklepach i galeriach! Te święta będą inne niż wszystkie?

fot. Foter.com

Miało być tak – z witryn zjeżdżają znicze, a w ich miejsce nadciąga Mikołaj z reniferami. Jednak wbrew zapowiedziom świątecznego wariactwa w Krakowie na razie nie widzę – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Mówili – przyjedziesz, przekonasz się. Ostrzegali – jeszcze dobrze nie zacznie się grudzień, a święta wyjdą ci bokiem. No to jestem i czekam. Czekam i nic. Więcej – nawet zaczynam się niecierpliwić. Hej, krakowianie, co z tym Waszym mitycznym Bożym Narodzeniem w listopadzie?

Ciach i do sieci

Być może bym uwierzyła, gdybym jak tabun ślepców nie widziała świata poza facebookiem i instagramem. Bo tak, tam rzeczywiście są wyścigi pt. „Kto pierwszy odpali z Bożym Narodzeniem”. Gdzieś pojawi się Mikołaj? No oto ciach, fota i do sieci. Dwie bombki – dawaj od razu na insta. Renifery – potrzymaj zakupy, robią fotę i czekam na lajki.

Tyle że od pewnego czasu jestem w Polsce i widzę, że szału świątecznego tu jeszcze nie ma. Ktoś tam nieśmiało dekoruje restauracje, gdzieś w galeriach pojawiają się świąteczne gadżety, ale to nie jest jakiś bożonarodzeniowy wysyp. A miało przecież zacząć się już 3 listopada.

Przecież opowiadaliście – drodzy znajomi – że marketingowo Polacy są zaszczuwani, bo wielu wśród nas frajerów, którzy rzucają się do kas, gdy tylko zobaczą pierwszego Mikołaja. Wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam na własne oczy, jak jest naprawdę.

Hiszpański szok

Muszę jednak przyznać, że nawet małe przygotowania świąteczne w listopadzie to dla mnie lekki szok. W tym czasie bowiem ci najbardziej gorliwi Hiszpanie może poszliby zobaczyć, czy na pewno nikt nie zwinął im z garażu choinki. Drzewko na swoim miejscu? To fajnie, może tu jeszcze ze 3 tygodnie poczekać.

Tam nikomu się nie spieszy, zawsze jest czas, by „święta ogarnąć”. Pierwsze bombki na ulicach koło 20 grudnia, zakupy w okolicach 23. Spokojnie, święta nie zając, choć ja akurat bożonarodzeniowy klimat wolę poczuć trochę wcześniej.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Kokosy, kokosiki… Chyba nikt tak łatwo nie zarabia tak wielkich pieniędzy!

Zobacz także