Ta promocja zalała Kraków! Nasi urzędnicy jeszcze wiele muszą się nauczyć…

fot. Pixabay

– Zazdroszczę Hiszpanom „Casa del Papel”. Można mówić, że mamy w kraju słynnych poetów, znanych malarzy, łebskich naukowców, ale wszyscy razem wzięci w dzisiejszych czasach nie przynoszą takiego rozgłosu jak dobry serial – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Można się denerwować, że świat schodzi na psy, że interesuje go tylko łatwa rozrywka, że to wszystko badziew w porównaniu z kulturą wysoką. Można, tylko że wówczas jeszcze bardziej będziemy zakopywać się bunkrze, z którego nie tylko nie będzie nas widać, ale nawet słychać.

Głośniej niż o Janie Pawle II

„Casa del Papel” sprawił, że o Hiszpanach jest głośno jak rzadko. Kiedy Kraków był tak popularny w Hiszpanii jak teraz Hiszpania w Krakowie? Bo dziś Hiszpanie mają plakaty w samym centrum naszego miasta, maski Salvadore Dalego zna już niemal każdy, a „hiszpańska głowa” nie dość, że wbiła się na Rynek niemal za darmo, to jeszcze absolutnie przyćmił głowę Igora Mitoraja.

Krakowscy urzędnicy jak Eskimosi! Śmieszne pieniądze za reklamę na Rynku Głównym

Postawię odważną tezę, ale „Casa del Papel” przyniósł Hiszpanii większy rozgłos niż Jan Paweł II Polsce. Netflixa mają ludzie na całym świecie, a nauka kościoła wszędzie nie dociera. Nie chodzi jednak o to, kto bardziej znany, tylko jakim nakładem. My, mianowanie Polaka na papieża przyjęliśmy jako największe błogosławieństwo, a Hiszpanie po prostu stworzyli świetną historię, którą łyknął cały świat.

Co kręci Japonczyków?

Hiszpanie nie są tuzami kinematografii, ale nie zatrzymali się też na etapie „Czterech pancernych i psa”. Nie grzebali w komunie, nie szukali politycznych gierek, nie moralizowali, tylko zrobili prosty, chwytliwy, a momentami wręcz naiwny serial o skoku na bank! Czy może być coś prostszego? Przecież to chyba najstaszy i najbardziej oklepany pomysł w dziejach kina! A jednak, ten pomysł zażarł.

Nie Mostowiakowie z „M jak Miłość”, nie zagmatwane perypetie z „Na Wspólnej”, tylko odwieczny konflikt dobro – zło, policjant – złodziej.

Nie będę wieszała psów na naszych twórcach filmowych i serialowych. Są jacy są, pieniędzy też mają, ile mają. Żałuję jedynie, że pakujemy miliony w przywożenie zagranicznych dziennikarzy do Polski, w spoty reklamowe sławiące nasz kraj i inne „działania promocyjne”. Tymczasem niedawno widziałam grupę japońskich turystów przechodzących obok hiszpańskiego banku. „Casa del Papel” – krzyknął jeden z nich, a reszta od razu złapała za aparaty.

Nawet nieświadomie, ale tak się robi marketing.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Straszna pustka w Krakowie! Gdzie podziali się starsi ludzie?

Zobacz także